Codzienność – źródło udręki czy sensu życia? Rozważ problem na podstawie losów Barbary i Bogumiła Niechciców.
Spis treści
Temat i teza
Temat: Codzienność – źródło udręki czy sensu życia? Rozważ problem na podstawie losów Barbary i Bogumiła Niechciców.
Teza: W powieści Marii Dąbrowskiej codzienność jest dla obojga bohaterów jednocześnie ciężarem i fundamentem egzystencji, jednak to Bogumił - w przeciwieństwie do Barbary - potrafi z powtarzalności dnia odnajdywać pełnię sensu, co czyni z nich dwa różne modele odpowiedzi na to samo pytanie o wartość zwykłego życia.
Rozprawka
Pytanie o to, czy codzienność jest źródłem udręki czy sensu życia, rzadko bywa zadawane wprost - odpowiedź zwykle wyłania się z tysięcy drobnych decyzji, nawyków i emocji, które składają się na życiowy rytm człowieka. Maria Dąbrowska uczyniła to pytanie osią swojej tetrylogii Noce i dnie, budując przez cztery tomy portret małżeństwa Niechciców - Barbary i Bogumiła - jako dwóch skrajnie odmiennych stosunków do codzienności. Powieść pokazuje, że ta sama prozaiczna rzeczywistość: zarządzanie Serbinowem, wychowanie dzieci, praca na roli, może być jednocześnie dla jednej osoby źródłem chronicznego bólu istnienia, a dla drugiej - najgłębszym sensem trwania na ziemi.
Bogumił Niechcic uosabia postawę, którą można by nazwać zgodą na życie. Dla niego praca w Serbinowie - doglądanie pól, rozmowy z chłopami, dbałość o gospodarstwo - nie jest przymusem, lecz formą spełnienia. Dąbrowska rysuje go jako człowieka, który potrafi zatrzymać się przy drzewie, poczuć zapach ziemi po deszczu i znaleźć w tym chwilę sensu. Gdy kolejne dzierżawy kończą się niepowodzeniem, a majątek Niechciców kurczy się zamiast rosnąć, Bogumił nie wpada w rozpacz - wraca do pracy. To nie jest bezmyślność ani brak ambicji, lecz głęboka intuicja, że życie urzeczywistnia się właśnie w powtórzeniu, w rytmie. Jego stosunek do codzienności jest zakorzeniony - dosłownie i w przenośni - w ziemi, którą uprawia.
Barbara prezentuje postawę zupełnie odmienną. Od pierwszych stron powieści jej życie naznaczone jest poczuciem, że rzeczywistość, w której tkwi, jest czymś gorszym od tej, którą mogła mieć. Nieustannie wraca myślami do Józefa Toliboskiego - miłości, której nie zdecydowała się wybrać - i ta niemożliwa alternatywa rzutuje na całe jej codzienne trwanie w Serbinowie. Obowiązki gospodyni, monotonia wiejskiej egzystencji, kolejne ciąże i straty (śmierć małego Piotrusia to jeden z najboleśniejszych momentów powieści) - Barbara przeżywa to wszystko intensywnie, lecz rzadko jako spełnienie. Codzienność jest dla niej nieustannym przypomnieniem dystansu między tym, czego pragnęła, a tym, co dostała. Można by więc uznać, że Dąbrowska pokazuje Barbarę jako postać skazaną wyłącznie na udręczenie - i tu właśnie kryje się pułapka zbyt prostego odczytania.
Sprowadzanie Barbary do roli wiecznej nieszczęśnicy byłoby uproszczeniem. Dąbrowska daje jej momenty, w których codzienność staje się naprawdę jej własna: gdy z uporem dba o dom po kolejnej przeprowadzce, gdy walczy o przyszłość Agnieszki, gdy trwa przy Bogumile w chorobie. Barbara nie jest postacią bierną - jej bunt i niezgoda na szarą rzeczywistość są dowodem żywotności, a nie słabości. Paradoksalnie, właśnie to ciągłe napięcie między oczekiwaniem a rzeczywistością sprawia, że Barbara jest obecna w życiu intensywniej niż ktokolwiek, kto pogodził się bez walki. Dąbrowska sugeruje, że udręka może być formą zaangażowania - i że sens bywa ukryty nawet w niezgodzie.
Zestawienie losów Barbary i Bogumiła prowadzi do wniosku, który Dąbrowska formułuje nie poprzez moralizowanie, lecz przez samą architekturę powieści: codzienność jest neutralna - to człowiek decyduje, co z niej zrobi. Bogumił odnajduje w niej sens, bo potrafi być obecny tu i teraz. Barbara cierpi, bo żyje w napięciu między tym, co jest, a tym, co mogłoby być - ale właśnie to napięcie czyni z niej postać prawdziwą, niepokoją, zmuszającą do refleksji. Noce i dnie nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie postawione w temacie, i to jest ich największa siła: Dąbrowska pokazuje, że codzienność może być zarówno źródłem udręki, jak i sensu - zależnie od tego, kim jesteśmy i co ze swoją zwykłością potrafimy zrobić.