Opracowanie

Opisy czterech pór roku w „Panu Wołodyjowskim”

Przyroda w trzeciej części Trylogii pełni funkcję tła dla burzliwych wydarzeń historycznych i dramatycznych losów bohaterów. Henryk Sienkiewicz z malarską precyzją ukazuje surowe piękno wschodnich rubieży Rzeczypospolitej w różnych momentach roku. Zmieniające się pory roku odzwierciedlają rytm życia na stepie oraz narastające napięcie przed nadciągającą wojną.

Autor: Redakcja klp.pl Czas czytania: 6 min
Spis treści
  1. Zima na kresach
  2. Wiosenne przebudzenie
  3. Letnie bogactwo stepu
  4. Złota i melancholijna jesień

Zima na kresach

Zima na kresachDawne wschodnie pogranicze Polski, charakteryzujące się wielokulturowością i ciągłym zagrożeniem militarnym. to czas surowy i niebezpieczny. Śnieg zasypuje drogi, a mróz utrudnia przemieszczanie się wojsk. Sienkiewicz skupia się na potędze żywiołu, który całkowicie odmienia krajobraz wokół DniestruRzeka płynąca przez wschodnie tereny dawnej Rzeczypospolitej, stanowiła naturalną granicę i ważny szlak komunikacyjny..

„Bory sosnowe, nie tracąc na zimę swego iglastego poszycia, mniej przepuszczają śniegów na podłoże, lecz puszcza ciągnąca się wzdłuż Dniestrowego brzegu, złożona po największej części z dębów i innych drzew liściastych, obnażona teraz za swego przyrodzonego sklepienia, zasypana była do pół pni. Śnieg zapełnił również, co węższe jary: miejscami wznosił się na kształt fal morskich, których spiętrzone czuby zawieszały się tak, jakby miały runąć za chwilę i spłynąć się z ogólną białą powierzchnią”.

Wiosenne przebudzenie

Wiosna przynosi gwałtowne roztopy i przebudzenie natury. Wiatr znad Dzikich PólHistoryczna nazwa niezaludnionych, stepowych obszarów Ukrainy, leżących za porohami Dniepru. przegania chmury, a step ożywa. Ten dynamizm przyrody często koresponduje w powieści z ożywieniem ruchów wojsk i nadciągającym zagrożeniem ze strony Imperium Osmańskiego i Tatarów.

„A tymczasem uczyniła się wiosna. Naprzód wstał od strony Dzikich Pól i Czarnego Morza duży a ciepły wiatr, porozrywał i poszarpał oponę chmur jakby zetlałą ze starości szatę, a potem począł owe chmury zganiać i rozganiać na niebie, równie jak pies owczarski zgania i rozgania stada owiec. Chmury, uciekając przed nim, zlewały często ziemię dżdżem obfitym o grubych jak jagody kroplach. Roztopione resztki śniegu i lodu utworzyły na równym stepie jeziora: z wiszarów poczęły spływać wstążeczki wody, w jarach na dnie wezbrały strumienie, a wszystko to leciało z szumem, gwarem i hałasem do Dniestru, tak właśnie, jak dzieci lecą radośnie do matki”.
„Potem jasnozielone źdźbła traw poczęły się wychylać z rozmiękłej ziemi: cienkie gałązki drzew i krzów nabrzmiały obfitym pąkowiem. Słońce dogrzewało coraz mocniej: na niebie pojawiły się stada ptactwa: więc klucze żurawi, dzikich gęsi, bocianów, za czym wiatr począł przywiewać chmury jaskółek: zarechotały żaby wielkim chórem w ogrzanej wodzie: rozśpiewało się aż do zapamiętania drobne, szare ptactwo – i przez bory, przez lasy, przez stepy i jary poszedł jeden wielki rozgłos, jakoby całe przyrodzenie krzyczało w radości i uniesieniu”.
Dobrze wiedzieć
Henryk Sienkiewicz był mistrzem plastycznych opisów przyrody. Jego pejzaże stepowe pełnią często funkcję retardacyjną – spowalniają akcję, dając czytelnikowi chwilę oddechu między scenami batalistycznymi. Jednocześnie natura w Trylogii nierzadko współodczuwa z bohaterami, co jest echem romantycznego postrzegania świata.

Letnie bogactwo stepu

Letni krajobraz to przede wszystkim bezkresne przestrzenie i bogactwo dzikiej zwierzyny. Słońce wydobywa z natury intensywne barwy. Pisarz kreuje obraz krainy niemal baśniowej, ale jednocześnie dzikiej i opustoszałej, w której łatwo zgubić drogę lub wpaść w zasadzkę.

„Dniestr, który w zachodzącym słońcu błyszczał jak złota i czerwona wstęga. Skały nabrzeżne, pełne pieczar, także skąpane były w jaskrawych blaskach. Wznosiły się one jak mur”.
„Za Dniestrem ciągnęły się kraje pustynne, w których zataić się było łatwo. Gdzieniegdzie tylko na porzeczach wznosiły się osady ludzkie, ale w ogóle kraj był mało zamieszkały, bliżej brzegu skalisty i wzgórzysty, dalej stepowy lub lasami pokryty, w których błąkały się liczne stada zwierza, począwszy od zdziczałych bawołów do jeleni, sarn i dzikich świń”.
„Miejsce zaś było dobrze osłonięte i dobrze wybrane, całe bowiem widły rzeczne i zewnętrzne brzegi były porośnięte częścią zwyczajnym dereniem, częścią świdwą. Gaj ów rozciągał się jak okiem sięgnąć pokrywając grunt miejscami zbitym gąszczem, miejscami zaś tworząc kępy, między którymi szarzały puste przestrzenie”.
„O tej porze drzewa i krze już okwitły, wczesną wiosną jednak musiało tu być całe morze żółtych i białych kwiatów. Gaj był zupełnie bezludny, natomiast roił się od wszelkiego rodzaju zwierza jako to: jeleni, sarn, zajęcy i wszelkiego rodzaju ptactwa”.

Złota i melancholijna jesień

Jesień w „Panu Wołodyjowskim” ma słodko-gorzki wymiar. Złote światło i babie lato tworzą malownicze pejzaże, ale chłód bijący z jarówGłęboka dolina o stromych zboczach, wyżłobiona przez wodę. Typowy element krajobrazu Podola. przypomina o zbliżającej się zimie. To czas wędrówek ptaków i ostatnich spokojnych dni przed nadejściem historycznej burzy.

„Na dnie jarów biły krynice lub płynęły szeleszcząc po kamieniach bystre strumienie, wzbierające wiosną ze stepowych śniegów. Chociaż słońce dogrzewało jeszcze borom i stepom mocno, surowy chłód taił się w tych kamiennych gardzielach i chwytał niespodzianie przejeżdżających. Bór wyścielał skaliste boki i piętrzył się jeszcze na brzegach, posępny i czarny, jakby chciał owe zapadłe wnętrza przed złotymi promieniami słońca zasłonić. Miejscami jednak całe jego szmaty były połamane, zwalone, pnie ponarzucano jedne na drugie w dzikim bezładzie, gałęzie zwichrzone i zbite w kupy, zeschłe zupełnie lub też pokryte zrudziałym liściem i iglicami”.
„Jeśli jednak jary posępne czyniły wrażenie, natomiast górny kraj, nawet tam gdzie ciągnęły się bory, wesoło otwierał się przed oczyma karawany. Pogoda była jesienna, cicha. Słońce chodziło po niebieskim stepie nie splamionym żadną chmurką, lejąc blask obfity na skały, pola i lasy. W tym blasku sosny wydawały się czerwone i złote, a nitki pajęcze, pouczepiane do gałązek drzew, do burzanówWysokie, gęste chwasty i zielska rosnące na stepie, często zasychające jesienią. i traw, świeciły tak mocno, jak gdyby były same ze słonecznych promieni utkane. Październik dobiegał do połowy dni swoich, więc wiele ptactwa, zwłaszcza co czulszego na chłody, poczęło już z RzeczypospolitejW XVII wieku państwo polsko-litewskie, którego wschodnie granice były nieustannie najeżdżane. ku Czerwonemu Morzu wędrować: na niebie widać było i klucze żurawiane z donośnym okrzykiem lecące, i gęsi, i stada cyranek. Tu i owdzie, wysoko, wysoko, tkwiły na błękicie na rozpostartych skrzydłach groźne dla powietrznych mieszkańców orły: gdzieniegdzie chciwe połowu jastrzębie zataczały powolne koła. Atoli zwłaszcza w gołych polach nie brakło i tego ptactwa, które ziemi się trzyma i w trawach wyniosłych rade się kryje”.
„Rozwidniało się tymczasem zupełnie. Mgła, która o brzasku wstawała była od ziemi, opadła całkiem na dół, a na wschodniej stronie nieba ukazała się długa wstęga świetlista i różowa, której światło i różowość poczęły zabarwiać powietrze, wzgórza, zręby odległych jarów i szczyty”.
Pan Wołodyjowski · 12 kroków do poznania lektury