„Pan Wołodyjowski” jako powieść pisana „ku pokrzepieniu serc”
Artykuł wyjaśnia, w jaki sposób Henryk Sienkiewicz odpowiedział na kryzys ideowy schyłku XIX wieku, tworząc literaturę przywracającą Polakom wiarę we własne siły. Tekst analizuje terapeutyczną funkcję powieści historycznych, które leczyły narodowe kompleksy i budziły patriotyczny entuzjazm. Omówiono również zjawisko interakcji autora z czytelnikami oraz niezwykły wpływ lektury na odbiorców, czego dowodem są wspomnienia Władysława Reymonta.
Spis treści
Kryzys pozytywizmu i narodowa bezsilność
Zrozumienie fenomenu Trylogii wymaga spojrzenia na nastroje społeczne panujące na ziemiach polskich pod koniec XIX wieku. Hasła pozytywizmuEpoka literacka po powstaniu styczniowym, promująca rozwój gospodarczy, naukę i pracę u podstaw zamiast walki zbrojnej., takie jak praca organiczna czy praca u podstaw, przestały wystarczać. Kolejne upadki zrywów niepodległościowych i bierność elit intelektualnych wywołały falę głębokiego pesymizmu. Polacy stracili wiarę we własne możliwości, a poczucie narodowej bezsilności stało się powszechne. Właśnie w ten mrok wkroczył Henryk Sienkiewicz ze swoimi wielkimi powieściami historycznymi.
Sienkiewicz w roli narodowego terapeuty
Współcześni autorowi krytycy często wytykali mu niedociągnięcia i zniekształcanie faktów historycznych. Dla czytelników nie miało to jednak żadnego znaczenia. „Ogniem i mieczem”, „Potop” oraz „Pan Wołodyjowski” niosły potężny ładunek ideowy i duchowy. Żadne inne dzieło od czasów „Pana Tadeusza” nie wywoływało tak silnych emocji patriotycznych.
Samo sformułowanie „ku pokrzepieniu serc” pojawia się dosłownie w epilogu „Pana Wołodyjowskiego”. Sienkiewicz zamyka nim całą Trylogię, jasno deklarując cel swojej wieloletniej pracy pisarskiej – chciał dać udręczonemu narodowi nadzieję i przypomnieć czasy dawnej świetności.
Pisarz przyjął rolę terapeuty leczącego schorowaną duszę narodu. Polacy, skłonni do ciągłego krytykowania własnej tradycji i wytykania sobie wad, nagle otrzymali literaturę przypominającą o dawnej potędze. Historyk literatury Kazimierz Wyka zauważył, że Trylogia miała charakter wybitnie kompensacyjnyDziałanie literatury polegające na wynagradzaniu czytelnikowi braków w rzeczywistości, np. braku wolności poprzez opisywanie dawnych zwycięstw.. Powieści te przeniosły społeczeństwo ze skrajności w skrajność – z kompleksu niższości w poczucie buńczucznej pewności siebie.
Powieść pisana na społeczne zamówienie
Trylogia powstawała w ścisłej relacji z odbiorcami. Powieści ukazywały się w odcinkach na łamach prasy – „Pan Wołodyjowski” był drukowany w warszawskim dzienniku „Słowo”Konserwatywny dziennik warszawski wydawany w latach 1882–1919, którego redaktorem naczelnym był przez pewien czas sam Henryk Sienkiewicz.. Taki system publikacji sprawiał, że Sienkiewicz regularnie otrzymywał setki listów. Czytelnicy błagali o litość dla ulubionych bohaterów, grozili autorowi, a nawet zamawiali msze w intencji postaci fikcyjnych.
Dzieło Sienkiewicza idealnie trafiało w ówczesne gusta, ponieważ po części było kształtowane przez samych odbiorców. Społeczeństwo desperacko potrzebowało zastrzyku patriotyzmu i opowieści o dzielnych rycerzach gotowych oddać życie za ojczyznę. Wyka nazwał ten fenomen „tworem zupełnej symbiozy pomiędzy pisarzem a określonymi potrzebami czytelników”.
Magia lektury – przypadek Władysława Reymonta
Najlepszym dowodem na to, jak potężnie „Pan Wołodyjowski” oddziaływał na wyobraźnię, są autentyczne reakcje czytelników. Władysław Reymont, pracując jako młody chłopak na kolei, całkowicie zatracił się w lekturze. Świat fikcji zatarł dla niego granice rzeczywistości. W swoich wspomnieniach opisał to doświadczenie niezwykle plastycznie:
Skończyłem książkę, w głowie mi się kręciło i nie bardzo musiałem być przytomny, gdyż nie potrafiłem zrozumieć, jaki to dzień przyszedł ni jaka to noc zagląda w okno rozjaśnionymi gwiazdami. Przypiąłem się do Pana Wołodyjowskiego. Nie mogłem się powstrzymać. Przychodziło nawet zastanowienie, odpędzałem je niby złego psa z gniewem. Co mi tam posady! Co mi tam naczelnik i wszystkie koleje świata! Niechaj przepadają, byłem jeno mógł czytać dalej, byłem mógł snuć się wśród tych czarownych widziadeł, byłem mógł oddychać życiem wielkim, potężnym i bohaterskim. Rzuciłem się w nowe boje i nowe przygody. Zaznałem smaku stanic rzuconych na rubieże Rzeczypospolitej, słodyczy zimowych wieczorów i długich opowiadań towarzyszów. Zaznałem też niemało serdecznej udręki o Basię. Bijałem Moskwę, bijałem Tatarów, bijałem Szweda. Szabla moja i krew moja, i żywot mój był własnością ojczyzny. A gdy przyszła potrzeba kamienieckaHistoryczne oblężenie twierdzy w Kamieńcu Podolskim przez Turków w 1672 roku, zakończone kapitulacją i wysadzeniem zamku. i sumienie przykazało, wysadziłem się prochami, a zamku nieprzyjaciołom nie oddałem.
Słowa przyszłego noblisty doskonale oddają cel, jaki przyświecał Sienkiewiczowi. Czytelnik miał zapomnieć o szarej, zaborczej rzeczywistości, utożsamić się z obrońcami KresówWschodnie pogranicze dawnej Rzeczypospolitej, teren nieustannych walk z Tatarami, Turkami i Kozakami, silnie zmitologizowany w literaturze. i na nowo poczuć dumę z bycia Polakiem.