Kartoteka w oczach odbiorców:
Premiera „Kartoteki” Tadeusza Różewicza w 1960 roku wywołała ogromne poruszenie w polskim środowisku teatralnym. Ze względu na nowatorską formę utworu, opinie krytyków wahały się od całkowitego zachwytu po ostre oskarżenia o wulgarność i brak sensu. Mimo początkowego niezrozumienia części recenzentów, sztuka szybko zyskała miano przełomowego dramatu narodowego.
Nietypowa premiera w Sali Prób
25 marca 1960 roku na deskach stołecznego Teatru Dramatycznego odbyła się prapremiera sztuki. Co znamienne, spektaklu nie wystawiono na scenie głównej, lecz w kameralnej Sali Prób. Taka decyzja wynikała z eksperymentalnego charakteru tekstu. Różewicz zrezygnował z tradycyjnej akcji i spójnego bohatera, wprowadzając na polskie sceny estetykę teatru absurduNurt w dramacie XX wieku ukazujący bezsens ludzkiej egzystencji, odrzucający tradycyjną fabułę i logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy..
Pierwsze recenzje po premierze były w większości pozytywne, choć często brakowało w nich konkretów. Krytycy wyraźnie nie wiedzieli, jak ugryźć tak nietypowe dzieło. Główne powody konsternacji dotyczyły kilku elementów:
- braku tradycyjnej akcji i logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego,
- płynnej tożsamości bezimiennego Bohatera,
- wprowadzenia na scenę potocznego, momentami wulgarnego języka.
Skrajne emocje krytyków
Reakcje ówczesnej inteligencji najlepiej oddają zachowane wypowiedzi i notatki. Odbiór sztuki był skrajnie spolaryzowany, a dyskusje o niej toczyły się w bardzo emocjonalnym tonie.
Głosy zachwytu i zrozumienia
Część badaczy literatury od razu dostrzegła w „Kartotece” nową jakość. Wybitny historyk literatury Kazimierz Wyka chwalił reakcję zwykłych widzów, jednocześnie ostro oceniając niezrozumienie ze strony niektórych recenzentów. Dostało się między innymi słynnemu krytykowi teatralnemu posługującemu się pseudonimem Jaszcz:
Publiczność reagowała doskonale, z pełnym zrozumieniem. Czytałem recenzję Jaszcza. Idiota!
Zbigniew Raszewski, ceniony teatrolog, podszedł do spektaklu z większym dystansem, ale docenił jego autentyczność. W swoich notatkach zapisał:
(...) Grano sztukę znanego poety Tadeusza Różewicza pod mało obiecującym tytułem »Kartoteka«. (...) Nie jest to z pewnością dzieło sztuki, a teatr jest to właściwie miejscami. Ale jeśli coś zasługuje na miano eksperymentu, to na pewno to przedstawienie. Po raz pierwszy przemówił w Warszawie ze sceny jakiś ludzki głos, i to w sposób prowokujący nie tylko snobów.
Z kolei Jan Kott, jeden z najważniejszych polskich krytyków, trafnie odczytał głębszy sens utworu. Zobaczył w nim kontynuację wielkiej tradycji romantycznej, pisząc krótko:
To nie są żarty. Różewicz napisał naprawdę tradycyjny narodowy dramat.
Jan Kott nazwał „Kartotekę” dramatem narodowym, ponieważ Różewicz, podobnie jak Mickiewicz w „Dziadach” czy Wyspiański w „Weselu”, stworzył bohatera uosabiającego bolączki całego pokolenia. Bohater to człowiek z pokolenia Kolumbów, zniszczony psychicznie przez II wojnę światową, pozbawiony tożsamości i celu.
Ostre słowa krytyki
Nie brakowało jednak głosów całkowitego oburzenia. Awangardowa formaZespół tendencji w sztuce XX wieku odrzucających dotychczasowe style i poszukujących nowatorskich rozwiązań formalnych., brak chronologii i potoczny język odrzucały zwolenników klasycznego teatru. Andrzej Kijowski wyraził swoją opinię o dziele Różewicza w wyjątkowo ostrych słowach:
Jako utwór literacki i sceniczny to okropne. Nuda, rozkład, wulgarność, zła poezja, ani jednej myśli.