Kontekst historyczny – upadek powstania i sprawa chłopska
Spis treści
Żeromski napisał Rozdzióbią nas kruki, wrony... w 1895 roku - trzy dekady po klęsce powstania styczniowego. Mimo upływu czasu rany były wciąż żywe: w biografiach rodzin, w zakazanych rozmowach, w krajobrazie zrytym mogiłami. Nowela nie jest jednak prostym pomnikiem dla poległych. To rozrachunek - gorzki, bezlitosny, zadający pytania, na które nikt nie chciał odpowiadać.
Powstanie styczniowe - czego Żeromski nie powiedział wprost
Powstanie wybuchło w styczniu 1863 roku jako odpowiedź na brankę, czyli przymusowy pobór Polaków do armii carskiej. Trwało ponad rok - do jesieni 1864 - i zakończyło się totalną klęską militarną, falą egzekucji, zsyłek na Syberię i nową falą rusyfikacji. Żeromski nie opisuje żadnej z tych bitew. Jego nowela rozgrywa się już po wszystkim - w momencie, gdy powstanie dogorywa, a ostatni kurierzy próbują przemknąć z bronią przez wyludnione pola.
Szymon Winrych, bohater noweli, jest właśnie takim człowiekiem z końcówki powstania. Nie walczy - przemyca. Wiezie ukrytą broń, sam wyczerpany, na wynędzniałym koniu. To obraz daleki od romantycznych wyobrażeń o powstańczym zrywie: żadnej chwały, żadnych transparentów, tylko zimno, błoto i strach. Żeromski celowo wybiera ten moment - schyłek, a nie szczyt - żeby pokazać, do czego naprawdę doprowadziło powstanie.
Uwłaszczenie chłopów i jego polityczny kontekst
Sprawa chłopska w noweli nie istnieje w próżni. W 1864 roku car Aleksander II ogłosił ukaz uwłaszczeniowy na ziemiach Królestwa Polskiego - i był to gest przemyślany politycznie. Carat świadomie wyprzedził polskich powstańców, którzy sami planowali uwłaszczenie jako jeden z warunków przyciągnięcia chłopów do walki. Tymczasem Rosja dała chłopom ziemię zamiast polskich szlachciców, a nie razem z nimi. Efekt był prosty: znaczna część wiejskiej ludności nie widziała powodów, żeby ryzykować życie za polski szlachecki zryw.
Ten historyczny paradoks Żeromski wpisuje bezpośrednio w fabułę noweli. Bezimienny chłop, który obrabowuje ciało zabitego Winrycha, nie robi tego z nienawiści klasowej - robi to z obojętności. Powstańcza śmierć jest dla niego po prostu okazją. Zabiera buty, manatki, cokolwiek ma wartość. Nic go nie łączy z człowiekiem, który - być może - walczył też o jego wolność.
Przepaść między dworem a wsią
Szlachta i chłopi mówili w XIX-wiecznej Polsce innymi językami - dosłownie i w przenośni. Idee patriotyczne, odwołania do wspólnoty narodowej, mit Polski jako Chrystusa narodów - to była kultura dworkowa, całkowicie obca chłopu pańszczyźnianemu, który przez wieki był traktowany jak własność ziemi. Nawet zniesienie pańszczyzny nie zlikwidowało z dnia na dzień tej przepaści.
Winrych ginie właśnie dlatego, że nikt mu nie pomaga. Chłopi patrzą lub odwracają wzrok. Gdy Moskale dopadają powstańca, wieś milczy. A potem ten jeden bezimienny mężczyzna podchodzi do zwłok i spokojnie je obkrada. Żeromski nie ocenia go moralizatorsko - pokazuje efekt systemu, który przez stulecia wytworzył między tymi dwiema grupami mur obojętności.
Chłop przyglądał się ciału z rosnącym zainteresowaniem - nie z litością, ale z rachubą.
Ta scena jest wstrząsająca właśnie dlatego, że nie ma w niej złoczyńcy. Jest system i jego owoc.
Żeromski wobec mitu powstańczego
Pod koniec XIX wieku dominowały dwie narracje o powstaniu. Pierwsza - romantyczna: bohaterowie, ofiara, martyrologia. Druga - pozytywistyczna krytyka: zryw był szlachecką awanturą bez podstaw politycznych i bez poparcia społecznego. Żeromski nie przyjmuje żadnej z tych gotowych odpowiedzi. Winrych nie jest romantycznym bohaterem ani głupcem - jest człowiekiem złapanym między ideał a rzeczywistość.
Nowela ukazała się w tomie Opowiadania w 1895 roku, gdy debata o sensie powstania była wciąż politycznie drażliwa pod zaborami. Żeromski, piszący w Galicji - jedynym zaborze z pewną swobodą słowa - mógł sobie pozwolić na tę literacką bezlitosność. I skorzystał z tej możliwości do końca: jego powstanie nie jest piękne, jego chłop nie jest zbrodniarzem, a klęska nie ma w sobie nic oczyszczającego.
Co zostaje po klęsce
Tytuł noweli zapowiada ostateczność: kruki i wrony rozdziobią to, co zostało. Ptaki, które krążą nad polem po walce, były w kulturze XIX wieku symbolem przegranej - nieobjętych pochówkiem ciał, nieupłakanej śmierci. Ale Żeromski idzie dalej. Ptaki rozdziobują nie tylko ciało Winrycha - rozdziobują też mit, narrację, wspólnotę, której nigdy do końca nie było.
Powstanie januarowe miało być wojną narodu. Tymczasem chłopi - większość mieszkańców ziem polskich - pozostali w dużej mierze biernymi obserwatorami lub wręcz wrogami zrywu. Żeromski zapisuje ten fakt nie w formie historycznego wykładu, lecz w postaci jednej sceny: obrabowanego trupa i rąk chłopa, który nie ma nawet imienia. To wystarczy.