Deheroizacja czy mitologizacja? Jak literatura ukazuje zrywy narodowe?
Temat i teza
Temat: Deheroizacja czy mitologizacja? Jak literatura ukazuje zrywy narodowe? - na podstawie noweli Stefana Żeromskiego Rozdzióbią nas kruki, wrony...
Teza: Żeromski w swojej noweli konsekwentnie deheroizuje powstanie styczniowe - zamiast pokazać zbiorowy zryw jako czyn wzniosły i piękny, odsłania jego materialną klęskę, osamotnienie bojownika i obojętność ludu, przez co obraz insurekcji staje się gorzki, pozbawiony patosu i tym boleśniejszy.
Romantyczna tradycja literacka utrwaliła w polskiej wyobraźni zbiorowej model powstańca jako herosa: odważnego, natchnionego duchem wolności, gotowego oddać życie za ojczyznę w imię wartości nadrzędnych wobec biologicznego trwania. Mickiewicz, Słowacki, Norwid - każdy na swój sposób mitologizował ofiarę narodową, nadając jej wymiar sakralny. Tymczasem Żeromski w noweli Rozdzióbią nas kruki, wrony..., opublikowanej w 1895 roku, trzydzieści dwa lata po upadku powstania, rozsadza ten schemat od środka. Zamiast apologetyki serwuje okrutny naturalizm: scenerię błotnistą, mroźną, pozbawioną jakiegokolwiek blasku. Powstaniec ginie sam, bez świadków, bez żałobnej pieśni - i właśnie w tej beznadziei tkwi siła deheroizacyjnego gestu pisarza.
Centralną postacią noweli jest Szymon Winrych - partyzant, który jedzie wozem przez jesienne pola, wiożąc ukryty ładunek broni dla oddziałów. Już sam sposób jego przedstawienia odbiega od romantycznego wzorca: to człowiek wyczerpany, zziębnięty, coraz bardziej pewny, że dopadną go Rosjanie. Gdy wreszcie Moskale go otaczają i zabijają, scena śmierci pozbawiona jest jakiegokolwiek patosu. Bohater nie wygłasza mowy, nie umiera z imieniem ojczyzny na ustach - pada po prostu przeszyty lancą. Żeromski nie opisuje aktu heroicznego, lecz akt fizycznej likwidacji człowieka. Ciało Winrycha leży na błotnistej ziemi, a narracja drobiazgowo rejestruje, jak wrony i kruki zaczynają je obdzierać z mięsa. Tytuł noweli to nie metafora - to dosłowny opis tego, co dzieje się ze szczątkami powstańca. Śmierć w służbie idei nie nagradza bohatera nawet godnością godnego pochówku.
Jeszcze bardziej druzgocący jest wątek bezimiennego chłopa, który natrafia na ciało Winrycha. Można by się spodziewać, że przedstawiciel ludu - w którego imieniu walczył przecież ruch insurekcyjny - okaże choć cień solidarności z poległym. Nic z tego. Chłop metodycznie ściąga z trupa buty, przeszukuje odzież w poszukiwaniu czegokolwiek wartościowego, a następnie odchodzi. Nie ma tu mowy o żadnej wspólnocie celów ani empatii klasowej. Powstanie jest dla chłopa czymś obcym, a może wręcz zagrożeniem - pańskim buntem, który nie dotyczy jego egzystencji. Ten epizod jest dla Żeromskiego kluczowym oskarżeniem: szlachecka insurekcja nie zdołała przełamać przepaści między dworem a wsią, a idea niepodległości nie przekroczyła progu chłopskiej chaty. W tym sensie nowela jest nie tylko opowieścią o śmierci, lecz rozrachunkiem z fałszywym wyobrażeniem o jedności narodu walczącego.
Można argumentować, że sam fakt poświęcenia Winrycha - jego samotna jazda z bronią, świadomość grożącego niebezpieczeństwa, wytrwanie mimo strachu - nosi znamiona bohaterstwa, a Żeromski pośrednio mitologizuje postać powstańca, skoro poświęca mu tyle uwagi i ujawnia jego wewnętrzne życie. To racja tylko pozornie. Pisarz pokazuje co prawda moralną wielkość Winrycha, jednak wyraźnie oddziela wartość indywidualnego czynu od jego skutków społecznych i historycznych. Bohater może być dzielny, a mimo to jego śmierć - bezowocna, niezauważona, zakończona rozdziobaniem przez ptaki - nie staje się ofiarą założycielską żadnej wspólnoty. Żeromski nie deprecjonuje człowieka, lecz pozbawia jego czyn transcendentnego sensu, który romantyzm chciałby mu nadać. To właśnie czyni tę nowelę deheroizacyjną, nie zaś antypatriotyczną.
Obraz powstania w Rozdzióbią nas kruki, wrony... jest świadomą polemiką z literacką mitologią insurekcji. Żeromski, pisząc w epoce Młodej Polski, nie mógł ignorować rozrachunkowości pozytywistów z romantyzmem - i poszedł krok dalej, używając naturalizmu jako narzędzia do pokazania prawdziwej ceny zrywów zbrojnych: izolacji bojownika, podziałów społecznych i śmierci bez świadków. Nowela nie odbiera sensu walce o wolność, ale bezlitośnie obnaża, ile mitów trzeba było utrzymać, żeby ta walka była możliwa. I właśnie to czyni ją lekturą, po której pytanie o heroizm przestaje być retoryczne.