Boże Ciało w Chłopach
Władysław Reymont w „Chłopach” szczegółowo opisuje obrzędy religijne, które wyznaczały rytm życia gromady lipieckiej. Przygotowania do święta Bożego Ciała oraz wiosenne procesje błagalne ukazują głębokie powiązanie ludowej wiary z cyklem natury. Opisy budowy ołtarzy i wspólnych modlitw o urodzaj stanowią ważny element chłopskiej obyczajowości przedstawionej w epopei.
Przygotowania do Bożego Ciała w Lipcach
Święto Bożego Ciała wymagało od mieszkańców wyjątkowego zaangażowania. Zgodnie z tradycją we wsi wznoszono cztery ołtarze, do których zmierzała uroczysta procesja. Jeden z nich stanął na podwórzu u Macieja Boryny. Prace nad jego dekoracją łączyły młodszych domowników i sąsiadów, co Reymont oddał w niezwykle plastycznym opisie:
(…) wypleciona z brzozowych gałęzi a zieleni, wykryli ją całą wełniakamiTradycyjna, pasiasta tkanina wełniana, z której szyto spódnice i zapaski w stroju łowickim., że jaże grała w oczach od kolorów, zaś w pośrodku, na podwyższeniu, stanął ołtarz, przykryty bieluśką i cieńką płachtą i zastawiony świecami a kwiatami w doinkachNaczynie, zazwyczaj gliniane lub drewniane, służące pierwotnie do udoju mleka., które Józka oblepiła w strzyżki ze złotego papieru. Wielki obraz Matki Boskiej wisiał nad ołtarzem, a pobok zawiesili mniejsze, ile się jeno zmieściło. Zaś la większej przyozdoby nad samym ołtarzem przyczepili klatkę z kosem, którego Nastusia przyniesła: ptak się wydzierał po swojemu, że mu to Witek z cicha przygwizdywał. A całe opłotki od drogi wysadzone były świerczyną na przemian z brzózkami, żółtym piaskiem grubo wysypane i zarzucone tatarakiem. Józka znosiła całe naręcze modraków, ostróżek; wyczki polnej i przystrajała ściany kapliczki; opięła też nimi obrazy, lichtarze i co ino było można, że nawet ziemię przed ołtarzem potrząsnęła kwiatami; nie darowała i chałupie, gdyż całe ściany i okna ginęły pod zielenią, zaś w snopki dachu nawtykała tataraków.
Wiosenne procesje błagalne
Reymont ukazuje również inny typ obrzędowości, ściśle związany z prośbą o urodzaj. Wiosenne procesje, znane jako Dni KrzyżoweTradycyjne dni modlitw o urodzaj, połączone z procesjami do przydrożnych krzyży i kapliczek, obchodzone przed Wniebowstąpieniem., miały w Lipcach dramatyczny kontekst. Odbywały się w czasie, gdy większość mężczyzn przebywała w areszcie po bitwie z dworskimi borowymi. Ciężar prac polowych i reprezentowania wsi spadł wówczas wyłącznie na kobiety.
W epopei Reymonta czas sakralny nierozerwalnie splata się z czasem biologicznym. Procesje błagalne miały dla chłopów wymiar na wskroś praktyczny – modlono się o ochronę zasiewów przed żywiołami, co w realiach XIX-wiecznej wsi decydowało o przetrwaniu zimy.
Pięknie ubrane lipczanki gromadziły się na mszy, a następnie ruszały w pole. Parobek Pietrek niósł święty krzyż, natomiast najsilniejsze gospodynie trzymały ciężkie chorągwie. Kościelny Jambroży rozdawał wiernym świece. Pochód szedł drogą nad stawem, a za młynem uroczyście zapalano światła.
Ksiądz prowadził modlitwy, idąc tuż za krzyżem. Przy pierwszym kopcu granicznym zatrzymywano się, by skropić święconą wodą cztery strony świata. Błogosławiono ziemię, młode zasiewy i drzewa. Następnie gromada ruszała na równinę. Przy drugim kopcu, pod którym według lokalnych podań spoczywały ciała poległych żołnierzy, lipczanie modlili się za dusze zmarłych.
Trasa procesji wiodła dalej topolową drogą aż do krzyża Borynów, stojącego na skraju chłopskich ziem i dworskiego boru. Tam wszyscy klękali do wspólnej modlitwy i przyjmowali kapłańskie błogosławieństwo. Ostatni etap prowadził wzdłuż lasu. Z każdym kilometrem do pochodu dołączali mieszkańcy sąsiednich wiosek. Tłum gęstniał, wypełniając całą drogę i okoliczne pola. Jak pisał Reymont: „całe Podlesie zaroiło się ludźmi, a hukało pieśnią niebosiężną”.