Znaczenie tytułu powieści
Tytuł powieści Witolda Gombrowicza przez lata stanowił zagadkę dla krytyków literackich i czytelników. Jego geneza wiąże się z postacią drugoplanową z amerykańskiej literatury, choć sam autor nigdy oficjalnie nie potwierdził tego tropu. Brak jednoznacznego sensu słowa „Ferdydurke” jest celowym zabiegiem, który rozpoczyna literacką grę z odbiorcą już na okładce książki.
Spis treści
Amerykańskie korzenie zagadkowego słowa
Tytuł powieści brzmi obco i przez dekady uchodził za całkowicie zmyślony neologizmNowy wyraz utworzony w danym języku, często na potrzeby dzieła literackiego.. Krytyk literacki Artur Sandauer zasugerował swego czasu, że to imię i nazwisko bohatera z książki Herberta George'a Wellsa. Pomylił jednak autora.
Prawdziwe źródło odkrył po latach tłumacz i eseista Bogdan Baran. Udowodnił on, że Freddy Durkee – w polskim przekładzie z 1930 roku zapisany właśnie jako Ferdy Durkee – to epizodyczna postać z powieści Babbitt amerykańskiego noblisty Sinclaira Lewisa. Zbieżność ta rozwiązuje zagadkę filologiczną, ale nie tłumaczy intencji samego Gombrowicza.
Sens ukryty w bezsensie
Sam pisarz nigdy nie skomentował etymologii tytułu swojego dzieła. Milczał na ten temat w wywiadach, dziennikach i tekstach publicystycznych. Badacz literatury Michał Głowiński uważa to za w pełni świadome działanie. Wyjaśnienie zagadki przez autora zniszczyłoby główny zamysł.
Ferdydurke utraciłaby [...] wszelki sens. Bo – paradoksalnie – słowo to znaczy przez to, że nic nie znaczy. Brak sensu jest jego sensem.
Gombrowicz całą swoją twórczość opierał na walce z Formą – narzuconymi schematami, konwenansami i etykietami. Nadanie powieści tytułu, który nic nie znaczy, to pierwszy krok do wytrącenia czytelnika z utartych przyzwyczajeń i zmuszenia go do samodzielnego myślenia.
Prowokacja i gra z odbiorcą
Klasyczne tytuły zazwyczaj sugerują temat utworu, wskazują głównego bohatera lub miejsce akcji. Gombrowicz łamie tę zasadę. Jego tytuł nie jest przewodnikiem. Zamiast ułatwiać lekturę, ma dezorientować i zbijać z tropu. Michał Głowiński precyzuje tę strategię:
Podsuwając odbiorcy tytuł, który nic nie znaczy, pisarz nie tylko chce go podrażnić, chce go także zmusić do wysiłku, ale przede wszystkim pragnie też coś mu powiedzieć o swojej powieści. Może to: nie szukaj w niej, drogi i szanowny czytelniku, sensów z góry danych, bo ich nie znajdziesz?
Autor prowokuje odbiorcę od pierwszej strony. Wciąga go w grę literackąŚwiadome manipulowanie konwencjami, oczekiwaniami czytelnika i formą utworu w celu wywołania określonego efektu., która nie kończy się aż do ostatniego zdania powieści. Odrzucenie tradycyjnego tytułu to jasny sygnał. Cała książka będzie buntem przeciwko utartym schematom i oczekiwaniom.