Problem niedojrzałości w utworze
Powieść Witolda Gombrowicza ukazuje konflikt między narzuconą człowiekowi dorosłością a jego wewnętrzną, ukrywaną niedojrzałością. Główny bohater zostaje siłą wtłoczony z powrotem w ramy szkolnego systemu, co obnaża sztuczność społecznych konwencji. Utwór udowadnia, że cała ludzka kultura jest jedynie kruchą maską, pod którą kryje się chaos.
Spis treści
Trzydziestoletnie dziecko, czyli dramat Józia
Józio Kowalski to trzydziestoletni mężczyzna, który z pozoru wygląda na dorosłego, ale wewnętrznie czuje się „nieustalony” i „rozdarty”. Przekroczenie „Rubikonu nieuniknionego trzydziestaka” nie przyniosło mu oczekiwanej stabilizacji. Bohater wierzył, że rozwój to proces naturalny. Oczekiwał konkretnej przemiany:
Gdy ostatnie zęby, zęby mądrości, mi wyrosły, należało sądzić - rozwój został dokonany, nadszedł czas nieuniknionego mordu, mężczyzna winien zabić nieutulone z żalu chłopię, jak motyl wyfrunąć, pozostawiając trupa poczwarki, która się skończyła. Z tumanu, z chaosu, z mętnych rozlewisk, wirów, szumów, nurtów, ze trzcin i szuwarów, z rechotu żabiego miałem się przenieść pomiędzy formy klarowne, skrystalizowane - przyczesać się, uporządkować, wejść w życie społeczne dorosłych i rajcować z nimi.
Tak się jednak nie dzieje. Józio tkwi w stanie zawieszenia. Zamiast wejść w dorosłość, zostaje zmuszony przez profesora PimkęNauczyciel i filolog, uosobienie tradycyjnej, skostniałej szkoły, który porywa Józia z powrotem do gimnazjum. do powrotu do szkoły. Tam poddaje się go procesowi powtórnego zdziecinnienia.
Symbole niedojrzałości: pupa, upupianie i zieloność
Powieść obrazuje nieustanne zmagania dwóch sfer ludzkiej osobowości: infantylnościZachowanie dziecinne, niedojrzałe, nieadekwatne do wieku dorosłego człowieka. i dorosłości. Gombrowicz uważa, że wewnętrzne nieuporządkowanie jest właściwe każdemu człowiekowi, a dorośli jedynie sprytnie je ukrywają. Symbolem tego stanu w utworze jest pupa oraz zieloność.
Szkoła zajmuje się systemowym „upupianiem”, czyli udziecinnianiem uczniów. Proces ten polega na narzucaniu im gębyGombrowiczowski termin oznaczający maskę, sztuczną rolę społeczną narzucaną człowiekowi przez innych ludzi. skromności, czystości i niewinności. Pedagodzy za wszelką cenę próbują wydobyć z młodzieży naiwność, tworząc „świeżą i dziecięcą pupę”. Podobny cel ma umieszczenie Józia na stancjiWynajmowany pokój dla ucznia lub studenta, często z wyżywieniem i opieką właścicieli. u Młodziaków, gdzie nowoczesność staje się kolejną formą zniewolenia.
Witold Gombrowicz celowo używał potocznych, a nawet wulgarnych słów (pupa, gęba, łydka), nadając im rangę pojęć filozoficznych. Ten zabieg językowy miał na celu obnażenie sztuczności i napuszenia tradycyjnego języka literackiego, który zdaniem pisarza nie potrafił opisać prawdziwej natury człowieka.
Kultura jako maska
Józio toczy zaciętą walkę o samodzielność. Jego problem polega nie tylko na ciągłym narzucaniu mu nowych form, które uniemożliwiają wyrażenie prawdziwego „ja”. Prawdziwą przeszkodą jest sama natura języka i kultury. Jak notował autor w Dzienniku 1957-1961:
tylko to, co w nas jest już uładzone, dojrzałe, nadaje się do wypowiedzi, a cała reszta, czyli niedojrzałość nasza jest milczeniem.
Cały dorobek kulturalny ludzkości opiera się na maskowaniu niedojrzałości. Powaga, mądrość i głębia – wyrażane przez sztukę, filozofię czy moralność – w rzeczywistości kompromitują człowieka. Przerastają go, są od niego znacznie dojrzalsze i ostatecznie wtrącają w kolejne „wtórne zdziecinnienie”.
Anarchia rozsadzająca formę
Gombrowicz tworzył w epoce gwałtownych przemian, gdy dotychczasowe normy pękały pod naporem rzeczywistości. Sam pisarz czuł się „dzieckiem epoki”, dlatego tak mocno przyciągała go problematyka niższości. W autorskim komentarzu do powieści diagnozował:
Człowiek jest dziś bardziej niż kiedykolwiek zagrożony sferą niższą, sferą nieposkromionych instynktów, zarówno własnych, jak i obcych. [...] zakłócenie dotychczasowej hierarchii w jednostce i społeczeństwie sprawia, że ten ciemny ocean treści niedojrzałych, dzikich napiera coraz mocniej, wtrącając nas jak gdyby powtórny „okres dojrzewania” [...]
Naczelną emocją utworu jest desperacka potrzeba znalezienia formy dla tego, co w człowieku nieskrystalizowane, połączona z jękiem nad beznadziejnością tego zadania. Nasza kultura to wciąż niepełna, wątła konstrukcja wzniesiona nad żywiołem anarchiiStan chaosu i braku zasad; w powieści moment, w którym sztuczna forma ulega całkowitemu rozpadowi.. Właśnie dlatego każda z trzech głównych części powieści kończy się wielką bijatyką – kupąGombrowiczowskie określenie na bezładną kotłowaninę ciał, fizyczne splątanie bohaterów niszczące wszelkie konwenanse.. Nonsens i anormalność wdzierają się przez pęknięcia w formach, zalewając bohaterów, którzy jedynie udawali dojrzałych.