Czy przypadek decyduje o ludzkim losie? Rozważania na podstawie »Początku« Andrzeja Szczypiorskiego
Temat i teza
Temat: Czy przypadek decyduje o ludzkim losie? Rozważania na podstawie „Początku" Andrzeja Szczypiorskiego.
Teza: W powieści Szczypiorskiego przypadek jest siłą realną i brutalną - potrafi ocalić lub zgubić człowieka niezależnie od jego woli - jednak ostateczny kształt losu określają wybory moralne, które ludzie podejmują w odpowiedzi na to, co przynosi im los. Przypadek otwiera drzwi, ale to człowiek decyduje, czy przez nie przejdzie.
Andrzej Szczypiorski osadził swoją powieść w okupowanej Warszawie, gdzie śmierć i ocalenie dzieliła niekiedy grubość ściany, dobrze lub źle wybrany tramwaj, twarz zdradzająca lub ukrywająca żydowskie pochodzenie. W świecie Zagłady pytanie o rolę przypadku w ludzkim losie przestaje być filozoficznym ćwiczeniem - staje się sprawą życia i śmierci. Lektura Początku prowokuje do postawienia tezy, że przypadek w ujęciu Szczypiorskiego jest siłą autentyczną i niepodważalną, lecz nie ostateczną. To, jak człowiek odpowiada na ślepy traf, ujawnia jego prawdziwy charakter i ostatecznie decyduje o moralnym wymiarze jego istnienia.
Losowość pojawia się w powieści jako zasada rządząca przetrwaniem. Irma Seidenman, wdowa po żydowskim lekarzu, żyje po aryjskiej stronie pod fałszywym nazwiskiem, ukryta przez wygląd i biegłą polszczyznę. Zostaje aresztowana przez gestapo niemal przez zbieg okoliczności - ktoś ją rozpoznaje i donosi. To nie wina ani zasługa, lecz czysty przypadek, że jej drogi skrzyżowały się akurat z tym donosicielem, akurat tamtego dnia. Równie przypadkowe jest jej ocalenie: Paweł Kryński, człowiek z przypadkowego towarzyskiego kręgu, uruchamia siatkę kontaktów, które ją wykupują z rąk oprawców. Szczypiorski pokazuje wyraźnie, że w machinie Zagłady przeżycie Irmy nie wynika z jej cnoty ani z nagrody boskiej - wynika z tego, że akurat znalazła się we właściwym miejscu wśród właściwych ludzi. Przypadek wyznacza tu ramy możliwego.
Można by jednak twierdzić, że nie przypadek, lecz ludzka solidarność i świadome działanie są prawdziwymi motorami ocalenia - i w tym argumencie tkwi spore ziarno prawdy. Paweł Kryński ratuje Irmę z wyboru, nie z przymusu; sędzia Romnicki ryzykuje własne życie, angażując swoje przedwojenne kontakty; siostra Weronika ukrywa żydowskie dzieci, działając w imię wiary i sumienia. Jednak odrzucenie roli przypadku byłoby uproszczeniem. Te szlachetne decyzje mogły zaistnieć tylko dlatego, że przypadkowe sploty okoliczności w ogóle stworzyły dla nich przestrzeń. Gdyby Irma została aresztowana w innym rejonie miasta, gdyby trafiła na innych gestapowców, gdyby Kryński był tego dnia w innej dzielnicy - łańcuch ocalenia nigdy by się nie zamknął. Wybory moralne działają w obrębie możliwości, które nakreśla ślepy los. To przypadek wyznacza scenę, a człowiek gra na niej swoją rolę.
Tragedia Henryka Fichtelbaumna ilustruje drugą stronę tego mechanizmu. Henryk, syn zamożnego żydowskiego adwokata, jest człowiekiem wykształconym, niewinnym, nikomu nie robiącym krzywdy - i ginie. Nie dlatego, że popełnił błąd ani że zabrakło mu charakteru. Ginie, bo taki okazał się bieg wypadków: zamknięcie getta, przypadkowe zatrzymanie, niemożność ucieczki w odpowiednim momencie. Jego śmierć jest absurdalna dokładnie w tym sensie, w jakim absurdalna jest Zagłada - pozbawiona logiki zasługi i winy. Szczypiorski nie pozwala czytelnikowi znaleźć w losie Henryka żadnego sensu ukrytego za katastrofą. To najbardziej przejmujący argument za tezą, że przypadek bywa siłą ostateczną i okrutną, przed którą moralność ani inteligencja nie chronią.
A jednak powieść nie jest nihilistycznym krzykiem w ciemność. Wiktor Suchowiak - prostytut, człowiek z marginesu, z brutalną przeszłością - decyduje się pomagać Żydom nie z pobudek ideowych, lecz ze zwykłej, niemal instynktownej przyzwoitości. Piękny Lolo, gangster Karol, ochrania pewnych ludzi, bo taka jest jego własna, niepojęta dla innych zasada. Szczypiorski zbiera te postacie jakby po to, żeby pokazać: nawet w świecie rządzonym przez ślepy traf człowiek wciąż może wybrać, kim jest. Przypadek decyduje o tym, czy żyjemy - ale nie decyduje o tym, czy żyjemy godnie. I właśnie ta przestrzeń wolności, choćby wąska jak szpara w murze, czyni z Początku powieść o nadziei, a nie wyłącznie o klęsce.
Rozważania nad losem bohaterów Początku prowadzą do wniosku, że przypadek i wybór są w tej powieści nierozdzielne - jak dwie strony tej samej monety. Szczypiorski buduje obraz świata, w którym ślepy traf jest realny i nie do lekceważenia: ratuje Irmę, zabija Henryka, stawia ludzi w sytuacjach, których nie mogli przewidzieć ani zaplanować. Zarazem jednak pokazuje, że sposób, w jaki człowiek odpowiada na swój los - czy pomaga, zdradza, ryzykuje, tchórzy - tworzy moralną tkankę rzeczywistości. Pytanie o przypadek okazuje się więc pytaniem o granice ludzkiej wolności i odpowiedzialności. Granice są ciasne, może ciaśniejsze niż chcielibyśmy przyznać. Ale istnieją.