Opracowanie

Obraz wsi i życie chłopów w Żeńcach Szymona Szymonowica

Szymon Szymonowic w „Żeńcach” przełamuje renesansowy mit sielskiej, wyidealizowanej wsi, wprowadzając do literatury brutalny realizm. Utwór ukazuje codzienny dramat chłopów pańszczyźnianych, zmuszanych do ponadludzkiego wysiłku pod okiem bezwzględnego nadzorcy. To wyjątkowe dzieło z przełomu epok stanowi gorzki komentarz do ówczesnych stosunków społecznych i obnaża prawdziwe koszty szlacheckiego dobrobytu.

Autor: Katarzyna Banul Czas czytania: 4 min
Spis treści
  1. Renesansowa wieś bez retuszu
  2. Konflikt interesów i nieludzki czas pracy
  3. Przemoc i uprzedmiotowienie człowieka
  4. Złudne wytchnienie

Renesansowa wieś bez retuszu

Szymonowic tworzy obraz wsi skrajnie różny od tego, który znamy z twórczości Jana Kochanowskiego. Zamiast radosnej zabawy i harmonii z naturą, w Żeńcach widzimy wyczerpującą pracę na pańszczyźniePrzymusowa i darmowa praca chłopów na rzecz właściciela ziemskiego w zamian za dzierżawę ziemi.. Opis chłopskiego trudu autor wkłada w usta dwóch bohaterek – Pietruchy i Oluchny. Kobiety są jednocześnie uczestniczkami żniw, bystrymi obserwatorkami i surowymi komentatorkami rzeczywistości. Już pierwsze wersy sielankiGatunek poetycki wywodzący się z antyku, pierwotnie przedstawiający wyidealizowane życie pasterzy i rolników na łonie natury. dosadnie ukazują ciężar fizycznego wysiłku:

Już południe przychodzi, a my jeszcze żniemy.
Czy tego chce urzędnik, że tu pomdlejemy?
Głodnemu, jako żywo, syty nie wygodzi,
On nad nami z maczugą pokrząkając chodzi,
A nie wie, jako ciężko z sierpem po zagonie
Ciągnąć się.
Dobrze wiedzieć
Szymonowic stworzył w Polsce nowy typ utworu – sielankę realistyczną. W antyku (Teokryt, Wergiliusz) i wczesnym renesansie sielanki pokazywały utopijną krainę wiecznego szczęścia (Arkadię). Szymonowic zachował formę gatunku, ale wypełnił ją brutalną, polską rzeczywistością folwarczną.

Konflikt interesów i nieludzki czas pracy

Oluchna posługuje się aforyzmemZwięzła, błyskotliwa sentencja wyrażająca ogólną prawdę filozoficzną lub moralną. („Głodnemu, jako żywo, syty nie wygodzi”), aby obnażyć przepaść między pracującymi chłopami a zarządcą. Ich sytuacja życiowa to dwa zupełnie różne światy. Nie ma tu miejsca na współczucie ze strony starostyW tym kontekście: urzędnik dworski, bezwzględny nadzorca majątku szlacheckiego pilnujący pracy chłopów., który nigdy nie zaznał biedy ani fizycznego wyczerpania.

Chłopi muszą pracować od świtu do nocy. Szymonowic podkreśla nieludzkość tego systemu, zestawiając czas pracy z naturalnym rytmem słońca:

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego.
Ty wstajesz, kiedy twój czas, jemu się zda mało,
Chciałby on, żebyś ty od pułnocy wstawało.
Ty bieżysz do południa zawsze swoim torem,
A on by chciał ożenić południe z wieczorem.

Dla nadzorcy liczy się wyłącznie wydajność. Pietrucha trafnie podsumowuje jego postawę: „on wszystko porobić chce w jednej godzinie”. Kobiety, choć boją się bicza urzędnika, próbują radzić sobie z terrorem za pomocą śpiewu i żartów. Znajdują nawet siły na przedrzeźnianie groźnego starosty. Ich humor ma jednak zawsze gorzki smak:

Żart pański stoi za gniew i w gniew się obraca,
Ty go słówkiem, a on cię korbaczem namaca.

Przemoc i uprzedmiotowienie człowieka

Prawdziwy dramat pańszczyźnianej egzystencji ukazuje historia trzeciej kobiety – Maruszki. Jej los dowodzi, że w systemie folwarcznym chłop był traktowany jak maszyna, a nie człowiek. Nie istniały żadne usprawiedliwienia, nawet ciężka choroba:

Słyszysz, jakie Maruszce tam daje śniadanie?
A słaba jest nieboga: dziś trzeci dzień wstała
Z choroby, a przedsię ją na żniwo wygnała
Niebaczna gospodyni. Tak ci służba umie,
Rzadko czeladnikowi kto dziś wyrozumie.
Patrz, jako ją katuje. Za głowę się jęła
Nieboga. Przez łeb ją ciął, krwią się oblinęła.

To najbardziej wstrząsający fragment utworu. Szymonowic obnaża okrucieństwo systemu, który dawał nadzorcom absolutną władzę nad życiem i zdrowiem poddanych. Starosta i jego gospodyni wyładowują własne frustracje na grzbietach bezbronnych pracowników.

Realizm obyczajowy

Odrzucenie arkadyjskiego mitu na rzecz wiernego opisu ciężkiej pracy fizycznej i realiów polskiej wsi.

Krytyka społeczna

Wyraźne potępienie wyzysku chłopów i okrucieństwa szlacheckich nadzorców.

Złudne wytchnienie

Utwór kończy się upragnionym obiadem. Sposób, w jaki starosta zwołuje chłopów na posiłek, nie pozostawia jednak złudzeń. Czas odpoczynku będzie krótki, a w głosie urzędnika wciąż pobrzmiewa groźba:

Pietrucho, prawieś mi się sianem wykręciła!
Ta nahajką mocno się na twój grzbiet groziła.
Kładźcie sierpy, kupami do jedła siadajcie,
W kupach jedzcie, po chróstach się nie rozchadzajcie.