Żeńcy - streszczenie i bohaterowie
Sielanka „Żeńcy” Szymona Szymonowica ukazuje ciężką pracę chłopek na polu pod okiem okrutnego nadzorcy. Kobiety próbują złagodzić gniew Starosty śpiewem, a ostatecznie udaje im się doczekać upragnionej przerwy na obiad. Głównym motywem utworu jest brutalne zderzenie sielankowej konwencji z twardą rzeczywistością pańszczyźnianej wsi.
Spis treści
Streszczenie w pigułce
Akcja utworu toczy się w południe na polu, gdzie trwają żniwa. Dwie chłopki, Oluchna i Pietrucha, pracują w pocie czoła, cierpiąc z powodu upału i głodu. Pracy pilnuje bezwzględny Starosta, który pogania kobiety i grozi im biczem. Oluchna głośno narzeka na swój los, ale Pietrucha ucisza ją, bojąc się kary. Aby udobruchać nadzorcę, Pietrucha zaczyna śpiewać pieśń o słońcu. Starosta początkowo każe jej zamilknąć i szybciej pracować. Kobieta kontynuuje jednak śpiew, wplatając w niego złośliwe aluzje do urzędnika, gdy ten na chwilę odchodzi. Wkrótce chłopki słyszą, jak Starosta katuje inną pracownicę, Maruchnę. Zaczynają plotkować o przyczynach jego wściekłości. Dochodzą do wniosku, że winna jest jego leniwa gospodyni, która nie potrafi zająć się domem, za to uwielbia tańce. Rozmowę przerywa powrót nadzorcy. Pietrucha znów zaczyna śpiewać, a utwór kończy się niespodziewanie wezwaniem przez Starostę na wyczekiwany obiad.
Streszczenie szczegółowe
Utwór ma formę dialogu przeplatanego pieśniami. Na polu w upalne południe pracują dwie chłopki: Oluchna i Pietrucha. Nadzoruje je Starosta, pełniący funkcję ekonoma pilnującego odrabiania pańszczyznyPrzymusowa i darmowa praca chłopów na rzecz właściciela ziemskiego w zamian za użytkowanie ziemi.. Mężczyzna jest brutalny, stale nosi przy sobie bicz i nie waha się go używać. Kobiety są wyczerpane i głodne, ponieważ pracują od samego świtu.
Oluchna zaczyna głośno narzekać na okrucieństwo nadzorcy. Pietrucha natychmiast ją ucisza. Zna porywczy charakter Starosty i wie, że za zbędne słowa grozi im chłosta. Byłby to dla nich bardzo zły frymarkDawne określenie handlu wymiennego; tu w znaczeniu nieopłacalnej zamiany słów na uderzenia bicza.:
Nie gadaj głosem, aby nie usłyszał tego.
Abo nie widzisz bicza za pasem u niego?
Prędko nas nim namaca; zły frymark - za słowa
Bicz na grzbiecie, a jam nań nie barzo gotowa.
Lepiej złego nie drażnić;
„Żeńcy” to sztandarowy przykład sielanki realistycznej (tzw. antysielanki). Szymonowic celowo przełamał antyczny schemat gatunku, w którym pasterze wiedli beztroskie życie na łonie natury. Zamiast tego pokazał brutalną prawdę o polskiej wsi i wyzysku chłopów.
Pieśń do słońca
Zamiast narzekać, Pietrucha wybiera inną strategię. Postanawia zaśpiewać, aby udobruchać urzędnika. W jej pieśni pojawia się powracający refren, który staje się klamrą kompozycyjną całego utworu:
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego.
Ciebie czasem pochmurne obłoki zasłonią,
Ale ich prędko wiatry pogodne rozgonią,
Słysząc śpiew, Starosta wcale się nie uspokaja. Wręcz przeciwnie – krzyczy na Pietruchę, każe jej szybciej żąć i grozi pobiciem. Kobieta nie przerywa pieśni. Gdy nadzorca oddala się na chwilę, Pietrucha pozwala sobie na złośliwość. W kolejnych zwrotkach porównuje pogodne słońce do wiecznie zachmurzonego i wściekłego Starosty. Życzy mu nawet za żonę starej, bezzębnej baby.
Plotki o gospodyni
Chwilę później do uszu kobiet dobiegają krzyki. To Starosta brutalnie katuje inną pracownicę, Maruchnę. Oluchna i Pietrucha zaczynają cicho komentować to zdarzenie. Próbują znaleźć powód tak podłego nastroju nadzorcy. Szybko dochodzą do wniosku, że winna jest jego swachaW dawnej Polsce określenie gospodyni, kobiety zarządzającej domem, a czasem także swatki., czyli domowa gospodyni.
Kobiety bezlitośnie obgadują partnerkę Starosty. Twierdzą, że kobieta zajmuje się czarami, a do tego jest kompletnie bezużyteczna w gospodarstwie. Nie potrafi wydoić krowy, źle kwasi ogórki, a całe dnie spędza na strojeniach i krzykach na czeladźSłużba dworska lub pracownicy najemni w dawnym gospodarstwie wiejskim.. Ożywia się dopiero w karczmie, gdzie uwielbia tańczyć:
Co mi za gospodyni? Jako żywo krowy
Ręką swą nie doiła; gadać o tym słowy
Tylko umie a stroić po domu fasoły,
Kucharkom łajać. Z pustej nie wyjdzie stodoły,
Jedno sowa. Ogórki wczora kwasić chciała;
Tak to robiła, że się wszystka czeladź śmiała.
A w karczmie abo w tańcu ptak jej nie doleci,
Gdy podołek rozpuści, wymiecie i śmieci.
Rozmowa płynnie przechodzi w rozważania o tym, jak powinna zachowywać się idealna gospodyni. Plotkowanie przerywa powrót Starosty. Pietrucha natychmiast wraca do śpiewania, by nie wzbudzać podejrzeń. Utwór kończy się zaskakująco pozytywnym akcentem – nadzorca przerywa pieśń i wzywa wyczerpane kobiety na wyczekiwany obiad.