Opracowanie

Wątek filozoficzny w Zbrodni i karze

Fiodor Dostojewski w swojej powieści przeprowadza brutalną weryfikację XIX-wiecznych idei, zderzając chłodny racjonalizm z nieprzewidywalną ludzką psychiką. Główny bohater tworzy autorską teorię podziału ludzkości, która daje wybitnym jednostkom moralne prawo do zbrodni w imię wyższych celów. Konfrontacja tych założeń z rzeczywistością obnaża destrukcyjną siłę skrajnego indywidualizmu i ślepej wiary w potęgę rozumu.

Autor: Justyna Kulma Czas czytania: 6 min
Spis treści
  1. Teoria wybitnej jednostki
  2. Nihilizm Swidrygajłowa
  3. Konsekwencje fałszywych idei
  4. Krytyka pozytywizmu i zapowiedź nadczłowieka

Teoria wybitnej jednostki

Każda powieść Dostojewskiego to w gruncie rzeczy głębokie poszukiwanie filozoficzne. Pisarz nie tworzy suchych traktatów, ale testuje różne światopoglądy na żywym organizmie swoich bohaterów. Głównym nośnikiem idei w powieści jest Rodion Raskolnikow. Swój system filozoficzny wykłada najpełniej podczas psychologicznego pojedynku z sędzią śledczym Porfirym Pietrowiczem, kiedy obaj dyskutują o artykule napisanym wcześniej przez studenta.

[...] bynajmniej nie nastaję, jakoby ludzie niezwykli koniecznie musieli i byli obowiązani wyczyniać wszelkie łotrostwa, jak pan to nazwał. Sądzę nawet, że takiego artykułu nie ogłoszono by drukiem. Po prostu napomknąłem, że człowiek »niezwykły« ma prawo... właściwie nie prawo urzędowe, tylko sam sobie może w sumieniu pozwolić na przekroczenie... niektórych zapór, i to jedynie w razie, gdy tego wymaga urzeczywistnienie jego idei (niekiedy może zbawiennej dla całej ludzkości). (...) Moim zdaniem, gdyby odkrycia Keplera i Newtona, wskutek jakiś okoliczności, żadną miarą nie mogły stać się wiadome ludziom inaczej niż przez ofiarę życia jednego człowieka, dziesięciu, stu i tak dalej, ludzi, którzy by temu odkryciu przeszkadzali lub stawali mu w poprzek, wówczas Newton miałby prawo, owszem, byłby obowiązany... u s u n ą ć tych dziesięciu czy stu ludzi, ażeby całą ludzkość zapoznać ze swymi odkryciami. Ale bynajmniej nie wynika stąd, by Newton miał prawo zabijać, kogo mu się spodoba, ani dzień w dzień kraść ze straganów. Dalej, o ile pamiętam, snuję w swoim artykule myśl, że wszyscy... na przykład prawodawcy i założyciele fundamentów ludzkości, poczynając od najstarożytniejszych, poprzez Likurgów, Solonów, Mahometów aż do Napoleonów i tak dalej, wszyscy co do jednego byli przestępcami już choćby przez to, że dając nowe prawo, tym samym naruszali dawne, święcie czczone przez społeczeństwo i odziedziczone po ojcach... no i nie wzdragali się przed rozlewem krwi, jeśli tylko ta krew (czasem niewinna całkiem i bohatersko przelana w obronie dawnego prawa) mogła być im pomocna. (...) Słowem, wywodzę, że wszyscy – nie tylko najwięksi, lecz również ludzie choć trochę nietuzinkowi, choć trochę zdolni powiedzieć coś nowszego, muszą na mocy swej natury koniecznie być przestępcami – w stopniu większym lub mniejszym (...)

Filozofia Raskolnikowa to wybuchowa mieszanka kilku koncepcji. Czerpie z myśli HeglaNiemiecki filozof, twórca koncepcji tzw. bohatera historycznego – wybitnej jednostki, która pcha dzieje do przodu, łamiąc dotychczasowe prawa i normy., przyznając wybitnej jednostce prawo do zbrodni dla dobra ludzkości. Opiera się na skrajnym racjonalizmie, ślepo wierząc w siłę poznania rozumowego. Zakłada, że jednostka ma prawo do absolutnej wolności, a cel uświęca absolutnie wszystkie środki.

Nihilizm Swidrygajłowa

Zupełnym przeciwieństwem ideologicznym, a zarazem mrocznym lustrem dla Raskolnikowa, jest Arkadiusz Swidrygajłow. Reprezentuje on skrajną formę nihilizmuPogląd filozoficzny odrzucający powszechnie uznawane normy moralne, społeczne i kulturowe, często prowadzący do poczucia bezsensu istnienia.. Odrzuca wszelkie zasady i wartości obowiązujące w społeczeństwie. Sam przyznaje, że nie potrafi filozofować. Do Petersburga przyjechał wyłącznie dla kobiet, a dnie spędza w podrzędnych knajpach.

Kiedy Raskolnikow zarzuca mu rozpustę tuż po śmierci żony, Swidrygajłow odpowiada z cyniczną szczerością:

Uczepił się pan tej rozpusty. [...] W rozpuście jest przynajmniej coś stałego, opartego nawet na prawach natury, nie podlegającego fantazjom, coś, co jak rozżarzony węgielek stale tli się we krwi, coś wiecznie podniecającego, czego przez bardzo długi czas, nawet przez lata całe nie można ugasić.

Mimo tej fasady zepsucia, Swidrygajłow panicznie boi się śmierci. Uważa się po części za mistyka, chociaż w ogóle nie wierzy w Boga. Raskolnikowa traktuje z pobłażaniem, nazywając go idealistą.

Konsekwencje fałszywych idei

Zderzenie tych dwóch postaw z brutalną rzeczywistością prowadzi do całkowitego upadku dotychczasowego świata wartości. Dostojewski precyzyjnie punktuje ten rozkład na trzech płaszczyznach:

  • Upadek wartości poznawczych: Raskolnikow ponosi klęskę, wierząc wyłącznie w rację rozumu. Jeśli odrzuca się prawdę boską, każda inna prawda staje się dozwolona i względna. Poznanie zmysłowe również zawodzi – bohater traci zdolność odróżniania jawy od gorączkowych snów.
  • Upadek wartości etycznych: Fałszywie pojęta idea absolutnej wolności prowadzi prosto do destrukcji. Raskolnikowa pcha do morderstwa, a Swidrygajłowa ostatecznie do samobójstwa.
  • Upadek wartości estetycznych i społecznych: Gdy kultura gnije, na placu boju zostaje tylko brutalna ekonomia. Nierówności majątkowe rodzą poczucie niesprawiedliwości, a to z kolei staje się pożywką dla buntu i zbrodniczych myśli.

Krytyka pozytywizmu i zapowiedź nadczłowieka

W epoce pozytywizmu dominował pogląd o absolutnej wyższości nauki nad intuicją. Uważano, że tylko chłodna kalkulacja pozwala obiektywnie ocenić rzeczywistość. Raskolnikow buntuje się właśnie w imię takich praw. Uważa się za człowieka obdarzonego siłą, zdolnego powiedzieć „ostatnie słowo”. Odrzuca etykę – dobro, szlachetność i miłość bliźniego to dla niego puste frazesy, naiwne postulaty marzycieli.

Jako skrajny indywidualista dopuszcza moralny relatywizm. Jest święcie przekonany, że wyjątkowi ludzie stoją ponad prawem. Swoje motywacje brutalnie obnaża w rozmowie z Sonią:

[...] postawiłem sobie kiedyś pytanie: co zrobiłby na moim miejscu, na przykład, Napoleon, gdyby dla rozpoczęcia kariery miał pod ręką nie Tulon, nie Egipt, nie przeprawę przez Mont Blanc czy inne monumentalne i piękne rzeczy, lecz po prostu jakąś śmieszną starowinę, wdowę po registratorze, którą w dodatku trzeba zabić, żeby z jej kuferka zabrać pieniądze (dla tej kariery, rozumiesz?), czy zdecydowałby się na to, gdyby nie było innego wyjścia? Czy powstrzymałoby go przeświadczenie, że jest to czyn zbyt mało monumentalny i... występny?
Dobrze wiedzieć
Dostojewski napisał „Zbrodnię i karę” w 1866 roku, na kilkanaście lat przed tym, jak Fryderyk Nietzsche sformułował swoją słynną koncepcję nadczłowieka. Rosyjski pisarz wykazał się genialną intuicją – przewidział narodziny filozofii gloryfikującej siłę i odrzucającej tradycyjną moralność, a jednocześnie od razu poddał ją bezlitosnej krytyce psychologicznej.

Postawa Raskolnikowa to niemal idealna, choć wyprzedzająca swój czas, ilustracja nietzscheańskiej koncepcji człowieka fizycznie i duchowo silnego. Kogoś, kto przekracza ludzką małość, by tworzyć nową kulturę. Według tej filozofii Bóg nie istnieje, a człowiek jest wyłącznym kowalem własnego losu. Świat pozbawiony z góry ustalonego porządku staje się plastyczną masą, w której wybitna jednostka ma prawo powołać do życia własny system wartości.

Raskolnikow działa dokładnie w tym duchu. Na przerażone pytanie Soni: „Czyż wolno?”, odpowiada z mroczną dumą: „przecież zabiłem tylko [...] bezużyteczną, plugawą wesz”. Wygłasza tyradę o tym, że człowiek mocny rozumem i duchem ma pełne prawo gwałcić normy ustanowione na użytek pospolitej, słabej większości. Powieść Dostojewskiego to jednak dowód na to, że ludzka psychika nie jest w stanie udźwignąć ciężaru takiej wolności.

Zbrodnia i kara · 11 kroków do poznania lektury