Bladaczka
Bladaczka to nauczyciel języka polskiego w szkole dyrektora Piórkowskiego, uosabiający wady przedwojennego systemu edukacji. Jego lekcje opierają się na bezmyślnym powtarzaniu utartych frazesów i wymuszaniu na uczniach sztucznego zachwytu nad literaturą. Postać ta odegrała główną rolę w słynnej scenie z Gałkiewiczem, udowadniając całkowitą bezradność szkoły wobec samodzielnego myślenia.
Spis treści
Nauczyciel bez autorytetu
Swoje przezwisko Bladaczka zawdzięcza wyjątkowo niezdrowej, ziemistej cerze. Gombrowicz opisuje go jako ciało wyblakłe i smutne. To ironiczne nawiązanie do ciała pedagogicznegoŻartobliwe określenie grona nauczycielskiego, które Gombrowicz traktuje tu dosłownie, podkreślając fizyczną słabość i bierność nauczyciela. doskonale oddaje brak jakiejkolwiek charyzmy. Polonista rozpoczyna lekcję od kwaśnego uśmiechu. Później jest tylko gorzej.
Mężczyzna zupełnie nie potrafi zapanować nad hałaśliwą klasą. Kiedy próbuje wyrwać kogoś do odpowiedzi, uczniowie natychmiast proszą o wyjście do toalety albo zasypują go absurdalnymi wymówkami.
[…] nie mniej niż siedmiu uczniów przedstawiło świadectwa, że z powodu takich to a takich chorób nie mogli przygotować lekcji. Prócz tego czterech zadeklarowało migrenę, jeden dostał wysypki, a jeden drgawek i konwulsji.
Nikt nie traktuje go poważnie. Jedynym ratunkiem dla zdesperowanego nauczyciela pozostaje Pylaszczkiewicz (Syfon) – uczeń zawsze sumiennie przygotowany do zajęć.
„Słowacki wielkim poetą był”
Podejście Bladaczki do nauczania literatury obnaża absurd szkolnego systemu. Nauczyciel nie ma uczniom nic do zaoferowania. Zamiast uczyć interpretacji, wymaga mechanicznego odtwarzania narzuconych schematów.
[…] co to mamy na dzisiaj? – rzekł surowo i zajrzał do programu. – Aha! Wytłumaczyć i objaśnić uczniom, dlaczego Słowacki wzbudza w nas miłość i zachwyt? A zatem, panowie, ja wyrecytuję wam swoją lekcję, a potem wy z kolei wyrecytujecie swoją. Cicho! – krzyknął i wszyscy pokładli się na ławkach, rękami podpierając głowy, a Bladaczka, nieznacznie otworzywszy odnośny podręcznik, zacisnął usta, westchnął, stłumił coś w sobie i rozpoczął recytację.
Jego metoda dydaktyczna ogranicza się do powtarzania pustych komunałów. W wypowiedziach polonisty brakuje jakichkolwiek logicznych argumentów. Cały wywód o twórczości Juliusza SłowackiegoJeden z najwybitniejszych polskich poetów epoki romantyzmu, którego twórczość w szkole międzywojennej była bezkrytycznie kanonizowana. sprowadza się do jednego, dogmatycznego zdania:
– Hm... hm... A zatem dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? […] Hm... dlaczego? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!
Postać Bladaczki to ostra satyra Witolda Gombrowicza na polską szkołę. Pisarz pokazuje mechanizm upupiania – wtłaczania młodych ludzi w gotowe schematy i zmuszania ich do przyjmowania cudzych poglądów. Szkoła w „Ferdydurke” nie uczy samodzielnego myślenia, lecz tresuje uczniów do bezrefleksyjnego powtarzania oficjalnych prawd.
Bunt Gałkiewicza i strach przed wizytatorem
Prawdziwy dramat Bladaczki rozpoczyna się w momencie, gdy znudzony Gałkiewicz otwarcie się buntuje. Uczeń szczerze wyznaje, że poezja wieszcza w ogóle go nie zachwyca. Nauczyciel wpada w panikę. Nie potrafi podjąć merytorycznej dyskusji, ponieważ sam nie rozumie wykładanego materiału. Pozostaje w sferze wyuczonych ogólników, błagając ucznia o zmianę zdania.
Polonistą kieruje wyłącznie strach. Przeraża go wizja, że dyrektor Piórkowski albo wizytatorUrzędnik oświatowy kontrolujący pracę nauczycieli i szkół, w powieści symbolizujący nadzór i opresyjny system edukacji. usłyszą protesty Gałkiewicza, co skończyłoby się dla niego surową karą. Lekcja polskiego staje się prawdziwą męką dla obu stron. Uczniowie z utęsknieniem patrzą na zegarki. Nauczyciel robi dokładnie to samo. Na dźwięk dzwonka Bladaczka urywa zdanie w pół słowa i pospiesznie opuszcza klasę.