Opracowanie

Proces — streszczenie bardzo szczegółowe

Józef K., szanowany pracownik banku, zostaje pewnego ranka aresztowany z nieznanych powodów przez tajemniczą organizację. Mężczyzna przez rok bezskutecznie próbuje udowodnić swoją niewinność, gubiąc się w absurdalnym i niezrozumiałym systemie sądowniczym. Ostatecznie, w przeddzień swoich trzydziestych pierwszych urodzin, bohater godzi się z losem i pozwala dwóm oprawcom wykonać na sobie wyrok śmierci.

Autor: Karolina Marlęga Czas czytania: 25 min
Spis treści
  1. Streszczenie w pigułce
  2. Streszczenie szczegółowe
  3. Rozdział pierwszyAresztowanie - Rozmowa z panią Grubach - Potem panna Bürstner
  4. Rozdział drugiPierwsze przesłuchanie
  5. Rozdział trzeciW pustej sali posiedzeń - Student – Kancelarie
  6. Rozdział czwartyPrzyjaciółka panny Bürstner
  7. Rozdział piątySiepacz
  8. Rozdział szóstyWuj - Leni
  9. Rozdział siódmyAdwokat - Fabrykant - Malarz
  10. Rozdział ósmyKupiec Block - K. wypowiada adwokatowi
  11. Rozdział dziewiątyW katedrze
  12. Rozdział dziesiątyKoniec

Streszczenie w pigułce

Akcja powieści rozpoczyna się w dniu trzydziestych urodzin Józefa K., prokurentaPełnomocnik handlowy upoważniony do reprezentowania przedsiębiorstwa. bankowego. Rano w jego mieszkaniu zjawiają się dwaj strażnicy, którzy informują go o aresztowaniu, nie podając jednak żadnych zarzutów. K. może nadal pracować i normalnie żyć, ale musi stawiać się na wezwania tajemniczego sądu. Pierwsze przesłuchanie odbywa się na strychu obskurnej kamienicy, gdzie K. wygłasza płomienną mowę przeciwko korupcjiNadużycie stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści. urzędników. Z czasem proces zaczyna pochłaniać całe jego życie i niszczyć karierę zawodową. Bohater szuka pomocy u adwokataPrawnik świadczący pomoc prawną, w tym obronę przed sądem. Hulda, poleconego przez wuja Karola, jednak prawnik działa opieszale i skupia się na własnych interesach. K. nawiązuje romans z Leni, pokojówkąKobieta zatrudniona do sprzątania i obsługi w prywatnym domu. adwokata, co tylko komplikuje jego sytuację.

Próbuje też uzyskać wsparcie u malarza Titorellego, który uświadamia mu, że całkowite uniewinnienie jest w tym systemie totalitarnymUstrój, w którym państwo w pełni kontroluje życie obywateli. niemożliwe. Zdesperowany Józef zwalnia adwokata, widząc, jak ten upokarza innego klienta, kupcaOsoba zajmująca się handlem na większą skalę. Blocka. W katedrzeGłówny kościół biskupi w diecezji. K. spotyka kapelanaDuchowny sprawujący opiekę duszpasterską w określonym środowisku. więziennego, który opowiada mu przypowieśćUtwór narracyjny o charakterze moralistycznym, w którym postacie i zdarzenia mają sens symboliczny. o odźwiernymStrażnik pilnujący wejścia do budynku lub instytucji. i prawie, uświadamiając bohaterowi nieuchronność jego losu. W przeddzień trzydziestych pierwszych urodzin po K. przychodzi dwóch mężczyzn w cylindrachWysoki, sztywny kapelusz męski.. Wyprowadzają go za miasto do kamieniołomuOdkrywkowa kopalnia kamienia.. Tam, bez słowa sprzeciwu ze strony bohatera, jeden z oprawcówCzłowiek znęcający się nad ofiarą, wykonawca wyroku. przebija jego serce rzeźnickim nożemDuży, ostry nóż używany do porcjowania mięsa.. Józef K. umiera z poczuciem głębokiego wstydu.

Streszczenie szczegółowe

Rozdział pierwszy
Aresztowanie - Rozmowa z panią Grubach - Potem panna Bürstner

Zaraz po przebudzeniu, zaniepokojony nieobecnością pani Grubach, kucharki, która każdego ranka przygotowywała mu posiłek, główny bohater postanowił do niej zadzwonić. Gdy sięgał po telefon, do mieszkania wtargnął tajemniczy, rosły, ubrany na czarno mężczyzna. Nieznajomy nie odpowiadał na żadne pytania. Bohater zażyczył sobie, by mężczyzna przepuścił go do sąsiedniego pokoju, w którym na co dzień mieszkała kucharka. Zamiast kobiety zastał w nim innego nieznajomego osobnika.

Skonsternowany Józef dostrzegł, że z budynku naprzeciwko przez okno przyglądała mu się z ciekawością starsza kobieta. Gdy bohater zażądał natychmiastowego spotkania z panią Grubach, drugi z mężczyzn oznajmił mu, że jest aresztowany. Zaskoczony K. zapytał, co takiego zrobił. Funkcjonariusz odparł, że postępowanie przeciwko niemu zostało już wszczęte i najlepiej będzie, jeśli dobrowolnie wróci do swojego pokoju. Zapewniał, że jak dotąd on i Franciszek byli nad wyraz uprzejmi. Dwaj intruzi proponowali, aby K. powierzył im wszystkie drogocenne przedmioty na czas procesu, by uchronić je przed depozytemMiejsce przechowywania wartościowych rzeczy, często narażone na kradzieże., gdzie mogłyby zostać sprzedane na licytacjiPubliczna sprzedaż, w której towar nabywa osoba oferująca najwyższą cenę.. Bohater zastanawiał się, kim byli mężczyźni. Przecież żył w państwie praworządnymPaństwo, w którym organy władzy działają na podstawie i w granicach prawa.. Przyszła mu do głowy myśl, iż cała ta sytuacja mogła być żartem z okazji jego trzydziestych urodzin.

Józef udał się do swojego pokoju, a tam w szufladzie odnalazł metrykęUrzędowy dokument potwierdzający tożsamość i datę urodzenia. swoich narodzin. Z dokumentem w ręku miał zamiar udać się do drugiego pokoju, gdy nagle spostrzegł, że do mieszkania weszła pani Grubach. Kobieta natychmiast się wycofała. Spożywający śniadanie mężczyźni odpowiedzieli na jego pytanie mówiąc, że kucharce nie wolno było przebywać w tym mieszkaniu. Józef przedstawił im metrykę i zażądał nakazu zatrzymania. Intruzi zignorowali go, twierdząc, że wina sama przyciąga organy sądowe. Franciszek zwrócił się do drugiego mężczyzny, Willema, mówiąc, że skoro K. nie znał panujących w państwie zasad, to nie mógł utrzymywać, że był niewinny.

K. zażądał, aby funkcjonariusze zaprowadzili go do ich przełożonego. Willem surowo odpowiedział, że zrobią to dopiero na wyraźny rozkaz zwierzchnika. K. postanowił wrócić do swojego pokoju. Nie przejmował się tym, że ominie go dzień pracy, ponieważ zajmował w banku dość wysokie stanowisko. Nagle z pokoju obok dobiegł go przerażający krzyk. Franciszek w wojskowy sposób oznajmił Józefowi, iż nadzorca wzywał go do siebie. Mężczyźni rozkazali mu się natychmiast porządnie ubrać w czarną odzież. Z szafy wybrał starannie najlepszy żakiet i białą koszulę.

Stosownie ubrany przeszedł wraz ze strażnikiem przez dwa pokoje. W trzecim, należącym do panny Bürstner, stenotypistkiKobieta zajmująca się szybkim zapisywaniem dyktowanego tekstu za pomocą specjalnych znaków., zasiadał za biurkiem nadzorca. Poza nim w pomieszczeniu znajdowało się trzech innych funkcjonariuszy. Bohater dostrzegł, że z budynku naprzeciwko obserwowała go już nie tylko staruszka, ale i dwoje mężczyzn. Józef cieszył się, że wreszcie spotkał kogoś kompetentnego. Zapytał wprost: kto go oskarża? Nie wiedział, jaka władza stała za tym wszystkim, ponieważ funkcjonariusze nie byli umundurowani.

Nadzorca wyjaśnił, iż on i jego ludzie jedynie wykonują rozkazy, a o sprawie Józefa nic nie wiedzą. Doradził bohaterowi, by mniej zajmował się nimi, a więcej myślał o sobie. Zakłopotany Józef poprosił o możliwość wykonania telefonu do zaprzyjaźnionego prokuratora Hasterera. Nadzorca zgodził się, ale zapytał o sens ewentualnej rozmowy. K. oburzył się, podszedł do okna i zaczął przeganiać zgromadzonych gapiów. Następnie zwrócił się do funkcjonariuszy z propozycją, aby zakończyć całą sprawę pokojowo. Jednak funkcjonariusz wstał i zapytał, czy K. chciałby pójść do banku. Ku jego zdziwieniu nadzorca odpowiedział, że aresztowanie nie powinno mu przeszkadzać w wykonywaniu zawodu.

Tuż przed wyjściem nadzorca wyjawił, że towarzystwa dotrzymają mu jego koledzy. Wtedy bohater zorientował się, że trzej mężczyźni w pokoju faktycznie byli jego znajomymi z pracy: Rabensteiner, Kullich i Kaminer. Podczas gdy Józef czekał na chodniku, dostrzegł podejrzanego osobnika, który wcześniej obserwował go z okna. Gdy podjechał samochód, Józef wsiadł do niego z ulgą.

K. zwykł pracować do dziewiątej, potem wstępował do winiarniLokal gastronomiczny specjalizujący się w serwowaniu wina.. Poza tym bohater raz w tygodniu odwiedzał dziewczynę imieniem Elza. Jednak tym razem K. miał zamiar po pracy iść prosto do domu. Około dziesiątej był już pod pensjonatemNiewielki hotel oferujący noclegi i wyżywienie.. Zajrzał najpierw do pani Grubach. Kobieta nie żywiła do niego urazy za poranne zamieszanie. Chciała uspokoić Józefa, mówiąc, że jego aresztowanie wydaje się jej czymś uczonym, czego nie rozumie. Przed wyjściem K. zapytał, czy panna Bürstner była w swoim pokoju. Pani Grubach wyraziła zaniepokojenie, że lokatorka tak późno wraca do domu i widuje się z wieloma mężczyznami. Słowa te oburzyły Józefa.

Postanowił poczekać na powrót panny Bürstner. Około dwunastej usłyszał kroki na korytarzu. Zaprosiła go do swojego pokoju. Józef wyjaśnił, co zaszło tego ranka. Panna Bürstner nie uważała, aby Józef mógł popełnić przestępstwo, dodała, że interesują ją sprawy sądowe, a w przyszłym miesiącu miała zostać zatrudniona w kancelariiBiuro prawnika, notariusza lub urzędu.. K. ucieszyła ta wiadomość. Józef chciał odtworzyć zajścia z poranka. Wcielając się w rolę nadzorcy, zaczął odgrywać scenkę swojego przesłuchania.

W momencie, gdy krzyknął swoje nazwisko, rozległo się pukanie do drzwi. Przerażona panna Bürstner zorientowała się, że pukanie dochodziło od strony pokoju nowego lokatora, kapitana Lanza. K., chcąc uspokoić młodą lokatorkę, pocałował ją w czoło, co ją wielce oburzyło. Zadeklarował, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność. Na korytarzu K. pożegnał się, a po chwili rzucił się na kobietę, całując jej usta i twarz, niczym spragnione zwierzę. Przestał dopiero, gdy z mieszkania siostrzeńca pani Grubach dobiegł go szelest. Zadowolony z siebie położył się spać.

Rozdział drugi
Pierwsze przesłuchanie

K. został telefonicznie powiadomiony, że najbliższej niedzieli ma odbyć się małe przesłuchanie w jego sprawie. Podano mu dokładny adres. K. wierzył, że to przesłuchanie będzie zarówno pierwszym, jak i ostatnim. Niedzielny poranek był pochmurny. Józef obudził się z bólem głowy. Biegł chodnikiem, chcąc zdążyć na dziewiątą. Odnalazł ulicę Juliusza, przy której znajdował się budynek sądu.

Brama wjazdowa do rozległego gmachu była szeroka. Józef zorientował się, że znał większość z firm, których nazwy widniały na samochodach. Budynek miał trzy klatki schodowe. Uzmysłowił sobie, że traktowano go z osobliwym niedbalstwem, ponieważ nie powiedziano mu, w którym pokoju ma dojść do przesłuchania. Wpadł na pomysł, że będzie pukał do każdych drzwi i udawał, że szuka stolarza Lanza. Przed piątym piętrem postanowił przerwać poszukiwania i zapukał do pierwszych drzwi.

Młoda kobieta, która prała dziecięce ubranka, zaprosiła go do środka. Wewnątrz trwało zebranie. W bardzo dusznym pokoju zgromadziło się mnóstwo ludzi, bohater dostrzegł też u góry pomieszczenia galerięBalkon lub podwyższenie w sali, przeznaczone dla publiczności.. Jakiś chłopiec zaprowadził K. do biurka, za którym zasiadał otyły mężczyzna. Sędzia zarzucił Józefowi, że ten spóźnił się o godzinę. K. wszedł na specjalne podiumPodwyższenie, z którego przemawia mówca.. Sędzia zapytał bohatera, czy wykonywał zawód malarza pokojowego. Józef odparł, że pełnił stanowisko pierwszego prokurenta wielkiego banku. Ludzie zgromadzeni po prawej stronie sali roześmiali się serdecznie.

Józef zabrał głos. Przekonywał, że pomyłka sędziego była typowa dla całego postępowania. Do sali weszła praczka. Bohater chwycił leżący na biurku poplamiony notatnik sędziego i podniósł go z obrzydzeniem. Zwrócił uwagę na mężczyzn z pierwszego rzędu. Przekonywał, że nie zależało mu na popisach oratorskichZwiązany ze sztuką wymowy, krasomówczy., pragnął jedynie omówienia pewnego publicznego zła. Przybliżył zgromadzonym swoją historię. Nazwał funkcjonariuszy zdemoralizowaną hołotą.

Zaapelował do zgromadzonych, aby otwarcie okazywali swoje odczucia. Sala podzieliła się na zwolenników sędziego i Józefa. K. zapowiedział, że jego przemówienie zbliża się do końca. Uderzył pięścią w stół, oskarżając wielką organizację o wytaczanie bezsensownych zarzutów niewinnym obywatelom. Wszystko to miało związek z korupcjąPrzyjmowanie korzyści majątkowych w zamian za działania niezgodne z prawem. i biurokracjąSkomplikowany i powolny system zarządzania oparty na procedurach..

Nagle w tłumie rozległ się krzyk. Jeden z mężczyzn w kącie sali nacierał na praczkę. K. chciał zareagować, lecz pierwsze rzędy były zbyt zwarte. Zeskoczył z podium. Twarze mężczyzn przypominały mu oblicza pijaków. Zauważył, że każdy ze zgromadzonych miał na kołnierzu błyszczącą odznakę. Zrozumiał, że wszyscy byli urzędnikami i szpiclamiTajny agent, donosiciel.. Chwycił kapelusz i skierował się do wyjścia. Sędzia śledczy powiedział Józefowi, że właśnie zaprzepaścił swoją szansę na oczyszczenie się z zarzutów. K. roześmiał się, nazwał go łajdakiem i pośpiesznie wyszedł.

Rozdział trzeci
W pustej sali posiedzeń - Student – Kancelarie

Chociaż zawiadomienie nie przyszło, K. wybrał się następnej niedzieli ponownie do gmachu. Praczka zdziwiona jego widokiem powiedziała, że tego dnia nie będzie posiedzeniaOficjalne zebranie gremium decyzyjnego, np. sądu.. Kobieta szeptem powiedziała Józefowi, że bardzo podobało się jej jego przemówienie. Uradowana praczka pozwoliła Józefowi przejrzeć książki należące do sędziego śledczego. Wszystkie były stare i zniszczone. Na tytułowej stronie pierwszej z nich widniał sprośny rysunek. K. nie mógł uwierzyć, że człowiek posiadający takie książki miał go sądzić.

Praczka zachwycała się oczami bohatera. K. wytłumaczył kobiecie, że mimo szczerych chęci nie będzie mogła mu pomóc. Kobieta pokazała K. pończochy, które dostała od śledczego za pośrednictwem jego współpracownika, studentaOsoba pobierająca naukę na uczelni wyższej.. Praczka spostrzegła, że przyglądał im się Bertold, niski młodzieniec o rzadkiej rudej brodzie. Mężczyzna wymownie kiwnął palcem na kobietę, a ta posłusznie odeszła. Po pewnym czasie student objął praczkę i pocałował ją w kark.

Doszło między nimi do utarczki słownej. Gdy Józef chwycił praczkę za rękę, student podniósł ją i skierował się w stronę drzwi. Kobieta krzyczała na Józefa, by ten nie przeciwstawiał się Bertoldowi. Zawiedziony K. pchnął studenta z całej siły, lecz ten tylko na chwilę stracił równowagę. Bertold niósł kobietę po wąskich schodach na strych. Tuż przy wejściu wisiała karteczka: „Wejście do kancelaryj sądowych”.

Do Józefa podszedł woźnyPracownik sądu odpowiedzialny za porządek i doręczanie pism. sądowy i zapytał, czy ten nie widział jego żony. Bohater odparł, że student zaniósł ją do pokoju sędziego. Niezadowolony mężczyzna wyznał, że zwierzchnicy zlecają mu błahe zadania, aby pozbyć się go z mieszkania. Woźny zaproponował bohaterowi zwiedzenie kancelarii. Za poczekalnię służył ciemny, wąski korytarz. Czekający na przyjęcie ludzie byli skromnie ubrani. K. dowiedział się, że wszyscy byli oskarżeni.

Józef zwrócił się do pierwszego z nich. Wysoki mężczyzna odparł, że postawił wnioski o przeprowadzenie dowodu i czeka na załatwienie. K. wyczuł wielki strach mężczyzny. K. wraz z mężem praczki przeszli się po korytarzu. Po jakimś czasie Józef poczuł się zagubiony i domagał się, aby woźny wyprowadził go z budynku. Na korytarz wyszła młoda urzędniczka. Dziewczyna przyniosła mu krzesło. W lokalu panował okropny zaduch.

Dziewczyna chciała wpuścić nieco świeżego powietrza, lecz przez lufcikMałe, otwierane okienko w większym oknie. do pomieszczenia dostała się głównie sadzaCzarny osad powstający w wyniku niepełnego spalania.. Zamroczony Józef poprosił stojącego w drzwiach mężczyznę o pomoc. Jednak pracownik kancelarii nie podszedł do niego. Kobieta przedstawiła go jako informatoraUrzędnik udzielający informacji petentom. kancelarii. Wreszcie urzędnicy pomogli Józefowi podnieść się z krzesła. Dopiero, gdy postawiono go naprzeciw drzwi wyjściowych, doszedł do siebie. Zbiegł ze schodów wielkimi susami.

Rozdział czwarty
Przyjaciółka panny Bürstner

K. kilkakrotnie próbował skontaktować się z panną Bürstner, jednak stenotypistka wciąż go ignorowała. W niedzielę rano zauważył, że panna Montag przeprowadzała się do panny Bürstner. Józef odebrał od służącej wiadomość, że panna Montag pragnie się z nim spotkać w jadalni. Niemka wyjaśniła, że spotyka się z nim na prośbę swojej przyjaciółki. Uważała, że rozmowa między nią a Józefem nie miała żadnego sensu. Urażony K. wstał i chciał opuścić jadalnię, gdy w jej drzwiach stanął kapitan Lanz. Józef zapukał do drzwi pokoju panny Bürstner. Odkrył, iż w pokoju nie było nikogo. Przeczuwał, że wyprowadziła się stamtąd.

Rozdział piąty
Siepacz

Pewnego wieczora K. usłyszał podejrzane jęki z pokoju, który służył w banku za rupieciarnięPomieszczenie przeznaczone do przechowywania starych, niepotrzebnych rzeczy.. Odkrył, że znajdowali się tam trzej mężczyźni. Dwaj to funkcjonariusze Franciszek i Willem, a trzeci trzymał w ręku rózgęPęk witek używany do wymierzania kar cielesnych.. Strażnicy powiedzieli Józefowi, że sędzia śledczy kazał ich wychłostać. K. tłumaczył im się, że nie poskarżył na nich, a jedynie opisał sceny ze swojego mieszkania.

Józef zapytał siepaczaOkrutny wykonawca wyroków, oprawca., czy istniała jakaś możliwość odroczenia kary. Rosły mężczyzna z uśmiechem odparł, że nie. K. próbował przekupić kataUrzędnik państwowy wykonujący wyroki śmierci i kary cielesne. łapówkąPieniądze lub korzyść wręczana w zamian za załatwienie sprawy.. Jednak kat nie miał zamiaru jej przyjąć. Nagle siepacz z całej siły zaczął okładać strażników rózgą po gołych plecach. Nieludzki krzyk Franciszka rozbrzmiał w całym budynku. K. wyszedł na korytarz. Następnego dnia K. zajrzał do rupieciarni, gdzie zastał siepacza stojącego nad Willemem i Franciszkiem. Natychmiast zatrzasnął drzwi i nakazał woźnym posprzątanie pomieszczenia.

Rozdział szósty
Wuj - Leni

Pewnego popołudnia w banku pojawił się wuj Józefa, Karol, drobny obywatel ziemskiWłaściciel dużego majątku ziemskiego. z prowincjiTerytorium oddalone od stolicy, często o spokojniejszym tempie życia.. Krewniak przybywał do stolicy zwykle na jeden dzień. Na jego twarzy rysowało się oburzenie, ponieważ dotarła do niego wiadomość o procesie Józefa. Powiadomiła go o tym listownie Erna, jego córka, która przebywała w stolicy na pensjiDawna nazwa prywatnej szkoły dla dziewcząt.. Wuj radził, aby Józef urlopował sięWziąć oficjalne wolne od obowiązków zawodowych. z pracy i przyjechał do niego na wieś. Obawiał się, że K. naraża całą rodzinę na hańbęUtrata dobrego imienia, kompromitacja..

Józef starał się wytłumaczyć, że wyjazd na wieś oznaczałby przyznanie się do winy. Karol postanowił zaprowadzić Józefa do adwokata Hulda, swojego kolegi z czasów szkolnych. Mężczyzna ten miał renomę obrońcy ubogich. Kancelaria adwokacka znajdowała się w tej samej dzielnicy, gdzie mieścił się gmach sądu. Pokojówka prawnika, Leni, wpuściła ich do kancelarii. Prawnik leżał w łóżku, ponieważ chorował na serce.

MecenasTradycyjny tytuł grzecznościowy używany wobec adwokatów. wyznał, że z największą przyjemnością zajmie się obroną Józefa. Prawnik wskazał na postać siedzącą przy stoliku w cieniu. Przedstawił go jako dyrektora kancelariiWysoki rangą urzędnik zarządzający pracą biura sądowego.. K. nie słuchał ich rozmowy, ponieważ myślał tylko o pokojówce. Dźwięk tłuczonej porcelany sprawił, że Józef wyszedł na korytarz. Spotkał tam Leni, która celowo rzuciła talerzem, aby bohater wyszedł do niej.

Pokojówka zaprowadziła go do gabinetu adwokata. Wzrok K. przyzwyczaił się do ciemności, dzięki czemu dostrzegł portretObraz przedstawiający konkretną osobę, często w ujęciu reprezentacyjnym. wiszący na ścianie przedstawiający sędziego w todzeDługi, luźny strój urzędowy noszony przez sędziów i adwokatów., siedzącego na tronieOzdobne krzesło, symbolizujące władzę i dostojeństwo.. Leni prosiła, aby zamiast bronić się przed sądem, złożył zeznania. Józef posadził ją sobie na kolanach. Pokojówka pokazała Józefowi prawą dłoń, między palcami środkowym i serdecznym rozciągała się skóra. K. ucałował ją. Wtedy dziewczyna rzuciła się na niego. Kochali się na dywanie.

Przed kamienicą czekał na Józefa wuj. Karol rzucił się na siostrzeńca i zaczął na niego krzyczeć. Powiedział, że wszystkie jego zabiegi, jakie podjął w rozmowie z prawnikiem i dyrektorem kancelarii, poszły na marne przez zniknięcie K.

Rozdział siódmy
Adwokat - Fabrykant - Malarz

Pewnego zimowego dnia K. siedział przemęczony w swoim gabinecie. Zastanawiał się, czy nie przygotować sobie przemówienia obronnego. Wątpił, czy prawnik mógł mu pomóc. Mecenas sporządzał tak zwany pierwszy wniosekOficjalne pismo skierowane do urzędu lub sądu z określonym żądaniem. dla sądu. Dodał też, iż z ustawyAkt prawny o charakterze powszechnie obowiązującym. wynikało, że obrona podczas procesu była w gruncie rzeczy nielegalna. Postępowanie sądowe było trzymane w tajemnicy przed oskarżonym. Najważniejszą rzeczą pozostawały osobiste stosunki adwokata.

Mecenas nie złożył jeszcze pierwszego wniosku, ale już rozpoczął wstępne rozmowy z urzędnikami. K. podejrzewał, że mecenas nigdy nie miał do czynienia z tak wielkim procesem. Postanowił działać we własnym imieniu. Chciał zawrzeć w piśmie swój życiorysDokument opisujący przebieg życia i kariery danej osoby.. Nie chciał, aby pismo przybrało postać skargiPismo procesowe zawierające zarzuty wobec decyzji lub działania..

Wezwał do gabinetu dwóch woźnych, którzy dostarczyli mu wizytówki klientów. Pierwszym z nich był fabrykantWłaściciel fabryki, przemysłowiec.. Gdy do gabinetu wszedł wicedyrektor, fabrykant podskoczył z krzesła. Wicedyrektor zaprosił mężczyznę do swojego gabinetu. Gdy fabrykant wrócił, wspomniał, że wie o procesie K. od niejakiego Titorellego, malarzaArtysta zajmujący się tworzeniem obrazów.. Nie było to jego prawdziwe nazwisko, ale pseudonimPrzybrane imię lub nazwisko używane przez twórcę.. Fabrykant zastrzegł jednak, aby K. udał się do malarza w sytuacji ostatecznej, nazywając go kreaturąPogardliwe określenie człowieka podłego lub całkowicie zależnego od innych.. Wręczył Józefowi list polecającyDokument zawierający pozytywną opinię o danej osobie, ułatwiający nawiązanie kontaktów..

K. udał się do malarza, który mieszkał na przedmieściu. Titorelli zajmował maleńką izdebkę na samym poddaszuPrzestrzeń pod dachem budynku, często adaptowana na biedne mieszkania.. PortrecistaMalarz specjalizujący się w tworzeniu wizerunków osób. zgodził się pomóc bohaterowi, lecz zastrzegł, że nie posiadał aż tak dobrych znajomości. Miał dostęp jedynie do niższych rangą sędziów. Aby go pocieszyć, Titorelli wspomniał o procedurze pozornego uwolnieniaProcedura, w której oskarżony zostaje zwolniony, ale proces może zostać wznowiony w każdej chwili.. Drugą procedurą, o którą powinien walczyć Józef, było przewleczenieCelowe opóźnianie postępowania, utrzymywanie go w początkowym stadium., polegające na tym, że przetrzymuje się proces stale w najniższym stadium procesowymOkreślony etap w przebiegu postępowania sądowego..

Józef zdecydował się na kupienie od malarza trzech obrazów. Artysta odsunął łóżko, a oczom K. ukazał się korytarz podobny do tego, w którym już kiedyś był. Malarz wyjaśnił mu, że na strychu budynku mieściła się kancelaria sądowa. Józef wsiadł w taksówkę i pojechał do banku.

Rozdział ósmy
Kupiec Block - K. wypowiada adwokatowi

Wreszcie K. zdecydował się odebrać adwokatowi pełnomocnictwoUpoważnienie do działania w czyimś imieniu, np. przed sądem.. O godzinie dziesiątej wieczorem zjawił się w mieszkaniu mecenasa. Ku zaskoczeniu K., to nie Leni otworzyła mu drzwi, a nieznajomy mężczyzna. Był to kupiecOsoba zajmująca się handlem, właściciel przedsiębiorstwa handlowego. Block. Józef nakazał mu, aby razem z nim udał się do pokojówki. Kobieta odpowiedziała, że zlitowała się nad Blockiem, ponieważ był ważnym klientem adwokata.

Block wyznał, że adwokat reprezentował go w procesie dłużej niż pięć lat. Kupiec w tajemnicy zdradził K., że poza Huldem miał jeszcze pięciu pokątnych adwokatówPrawnik działający nieoficjalnie, często bez odpowiednich uprawnień.. Wyznał, że od jakiegoś czasu stał się bardzo przesądny. Przepowiadanie przyszłości z kształtu ust oskarżonego było dominującym przesądemBezpodstawna wiara w istnienie związków przyczynowo-skutkowych między zjawiskami.. Kupiec opowiedział o swoim procesie. Mówił, że był już na niezliczonej ilości przesłuchań, a odpowiedzi znał na pamięć niczym litanięDługa modlitwa błagalna lub przenośnie: długie, monotonne wyliczenie..

Leni zaskoczył widok rozmawiających mężczyzn. K. oświadczył, że miał właśnie zamiar wypowiedzieć mecenasowi dalszą współpracę. Wiadomość ta zszokowała pokojówkę i kupca. K. zdążył dobiec do sypialni mecenasa i zamknąć drzwi. Opanowanym głosem oświadczył prawnikowi, iż pozbawił go pełnomocnictwa. Huld starał się pertraktować. Na prośbę Hulda, Józef wezwał do pokoju Blocka.

Huld zimnym tonem zaczął przepytywać kupca. Józef dostrzegł, że kupiec bardzo się bał. Nagle Block ukląkł. Prawnik łaskawie pozwolił kupcowi klęczeć dalej lub wyczołgać się z pokoju. Mężczyzna wstał i zarzucał Józefowi, że nie powinien był się wywyższać. K. zrozumiał, że mężczyzna przez swój proces postradał rozeznanie. Leni wyrwała się Józefowi, podeszła do adwokata i ucałowała go w dłoń. Zachęcony tym Block uczynił to samo. Adwokat miał jednak dla niego złą wiadomość. Sędzia źle wyraził się o Blocku, twierdząc, że jego proces jeszcze się wcale nie zaczął.

Dobrze wiedzieć
Rozdział ósmy urywa się w tym miejscu. Franz Kafka nigdy nie ukończył „Procesu”, a powieść została wydana pośmiertnie przez jego przyjaciela, Maxa Broda, który uporządkował luźne rękopisy.

Rozdział dziewiąty
W katedrze

K. otrzymał zlecenie służbowe, aby pokazać kilka zabytków sztuki pewnemu włoskiemu klientowi banku. Wiedział, że ta misja była jedynie pretekstem, by na jakiś czas pozbyć się go z biura. Józef zorientował się, że nie rozumie zbyt dobrze obcokrajowca, zwłaszcza gdy ten mówił w nieznanym mu dialekcieRegionalna odmiana języka, różniąca się od języka ogólnonarodowego.. Umówili się, że o godzinie dziesiątej spotkają się w katedrze.

Na spotkanie z Włochem wziął ze sobą albumKsiążka zawierająca zbiór ilustracji, fotografii lub reprodukcji dzieł sztuki.. Na miejscu okazało się, że plac przed, jak i sama świątynia, był pusty. Gdy wybiła dziesiąta, Włocha jeszcze nie było. K. postanowił wypróbować swoją latarkęPrzenośne źródło światła zasilane bateriami.. Podszedł do pierwszej kapliczkiNiewielka budowla kultowa lub wydzielona część większego kościoła. i poświecił na płótnoTkanina używana jako podłoże malarskie.. Gdy przechadzał się korytarzem, spostrzegł małą ambonęPodwyższenie w kościele, z którego wygłasza się kazania.. Ze zdumieniem spostrzegł, że u schodków na kazalnicęSynonim ambony, miejsce do głoszenia kazań. stał ksiądz i właśnie miał zamiar na nią wejść.

Gdy zdecydował się na opuszczenie katedry, głos księdza rozbrzmiał po całej świątyni. „Józefie K.!” – zagrzmiał z ambony duchowny. Kapłan wyjawił Józefowi, że jest kapelanemKsiądz przydzielony do opieki duszpasterskiej w konkretnej instytucji, np. w więzieniu. więziennym. Duchowny rozmawiał z K. o procesie. Wyraził swoje obawy, iż sprawa Józefa może się źle skończyć. Bohater odparł, że to omyłka. Ksiądz radził bohaterowi, by bardziej polegał na sobie.

Ksiądz opowiedział bohaterowi przypowieść o odźwiernym. Przypowieść dotyczyła prostego człowieka ze wsi, który postanowił przekroczyć bramę prawa. Strażnik tłumaczył mężczyźnie, że nie może go teraz wpuścić. Człowiek spędził wiele lat czekając pod bramą, aż się zestarzał. Tuż przed śmiercią zapytał strażnika, dlaczego nikt inny nie żądał wpuszczenia. Odźwierny odpowiedział, że to wejście było przeznaczone tylko dla niego i teraz je zamyka.

Dobrze wiedzieć
Przypowieść „Przed prawem” (Vor dem Gesetz) to jeden z najważniejszych fragmentów powieści. Kafka opublikował ją za życia jako osobne opowiadanie. Symbolizuje ona niemożność dotarcia do prawdy i absurdalność ludzkich starań w starciu z niezrozumiałym systemem.

Józef zrozumiał, że strażnik nie wywiązał się ze swojego obowiązku. Ksiądz bronił odźwiernego, twierdząc, że nie można go sądzić, ponieważ był częścią prawa. Opowieść zmęczyła bohatera. K. miał zamiar wracać do banku. Ksiądz wytłumaczył mu drogę do wyjścia. K. miał nadzieję, iż kapelan będzie miał do niego jakieś pytania. Duchowny odparł, że sąd niczego od niego nie chce – przyjmuje go, gdy przychodzi, i wypuszcza, gdy odchodzi.

Rozdział dziesiąty
Koniec

W przeddzień jego trzydziestych pierwszych urodzin przyszło dwóch panów do mieszkania K. Mężczyźni mieli na głowach cylindryEleganckie męskie nakrycie głowy w kształcie wysokiej rury z rondem.. Bez słowa wziął kapelusz i udał się z nimi na zewnątrz. Trzymali bohatera wyprostowanymi ramionami. Próbował zadawać im pytania, ale ci nie odpowiadali. Gdy zobaczył pannę Bürstner, zrozumiał, że opór nie miał najmniejszego sensu.

„Jedyne, co teraz mogę zrobić (...) to zachować do końca spokój, rozwagę, rozsądek. Zawsze pragnąłem dwudziestoma rękami naraz chwytać świat, i to nawet dla niesłusznego celu. To było mylne; czy mam teraz pokazać, że nawet jednoroczny proces nie zdołał mnie niczego nauczyć?”

Dotarli wreszcie do małego kamieniołomu za miastem. Jeden z mężczyzn rozebrał K. z surdutaDługi, dwurzędowy płaszcz męski, popularny w XIX i na początku XX wieku.. Ułożyli go w dziwnej pozycji na kamieniach. Jeden z nich wyjął z kieszeni wielki rzeźnicki nóżOstre narzędzie używane do uboju i porcjowania mięsa.. Mężczyźni przekazywali go sobie, jakby nie mogli podjąć decyzji, który z nich miał dokonać egzekucjiWykonanie wyroku śmierci na skazanym.. Wzrok Józefa skupił się na świetle w oknie pobliskiego domu. Dostrzegł, że uchyliły się okiennice, a spomiędzy nich ktoś rozpaczliwie wyciągał do niego ramiona.

Zastanawiał się, czy była to pomoc, czy istniały jeszcze wybiegi. Doszło do niego, że nigdy nie widział sędziego ani wysokiego sądu. Gdy próbował wyprostować ramiona, poczuł na swoim gardle palce jednego z mężczyzn. Drugi natomiast wepchnął nóż w serce K. i obrócił nim dwa razy. Gasnącymi oczyma widział, jak panowie śledzili ostateczne rozstrzygnięcie. „Jak pies!” – powiedział do siebie. Było tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć.

Proces · 12 kroków do poznania lektury