Geneza Kandyda – trzęsienie ziemi w Lizbonie i spór z optymizmem
Wolter napisał „Kandyda” jako bezpośrednią reakcję na tragiczne trzęsienie ziemi w Lizbonie z 1755 roku oraz okrucieństwa wojny siedmioletniej. Powiastka stanowi bezlitosną polemikę z popularnym w epoce oświecenia optymizmem Leibniza, zakładającym, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Dzieło, wydane anonimowo w 1759 roku, błyskawicznie trafiło na indeks ksiąg zakazanych, stając się jednym z najważniejszych tekstów w historii literatury europejskiej.
Spis treści
Trzęsienie ziemi jako filozoficzny cios
1 listopada 1755 roku, w dzień Wszystkich Świętych, ziemia dosłownie rozstąpiła się pod stopami lizbończyków. Trzęsienie ziemi o sile szacowanej na 8,5–9 stopni w skali Richtera, połączone z pożarami i falą tsunami, zabiło od 30 do 60 tysięcy ludzi w ciągu zaledwie kilku godzin. Świątynie pełne wiernych runęły w proch. Europa zamarła. OświecenieEpoka w kulturze europejskiej (XVIII w.) kładąca nacisk na rozum, naukę i empiryzm. stanęło przed problemem, na który nie miało gotowej odpowiedzi.
Wolter zareagował na katastrofę natychmiast. Już w 1756 roku opublikował Poemat o zagładzie Lizbony. Pytał w nim wprost: jak można mówić o boskiej harmonii, gdy dzieci grzebią swoich rodziców pod gruzami kościołów w dzień wielkiego święta? Poemat był bezpośrednim atakiem. Kandyd, jako powiastka filozoficznaGatunek prozy narracyjnej ukształtowany w oświeceniu, w którym fabuła służy zilustrowaniu lub obaleniu konkretnej tezy filozoficznej., uderzał inaczej – przez lodowatą ironię.
Trzęsienie ziemi pojawia się w książce jako konkretna, brutalna scena. Tytułowy bohater i jego nauczyciel Pangloss trafiają do Lizbony dokładnie w chwili katastrofy. Pangloss nawet wśród ruin i trupów snuje rozważania o tym, że wszystko musi być tak właśnie, jak jest. Kandyd, zasypany gruzami, zadaje jedno proste pytanie. Jeśli to jest najlepszy z możliwych światów, to jak muszą wyglądać te gorsze? Wolter pozwala, żeby rzeczywistość odpowiedziała sama.
Leibniz i najlepszy z możliwych światów
Zrozumienie genezy Kandyda wymaga poznania poglądu, z którym Wolter bezlitośnie polemizuje. Gottfried Wilhelm Leibniz w swoim traktacie Teodycea z 1710 roku sformułował tezę, że Bóg jako byt doskonały stworzył najlepszy z możliwych światów. Zło, cierpienie i katastrofy są w tym ujęciu jedynie drobnymi fragmentami większej całości. Człowiek, ograniczony swoim rozumem, po prostu nie potrafi jej w pełni pojąć. Leibnizowi wtórował angielski poeta Alexander Pope. W Eseju o człowieku pisał wprost: cokolwiek istnieje, jest słuszne.
Ten pogląd, znany jako optymizm filozoficznyPogląd zakładający, że świat, w którym żyjemy, jest racjonalnie i celowo urządzony przez Boga, a zło ma w nim swoje uzasadnienie., traktowano w połowie XVIII wieku jako poważną odpowiedź na problem teodyceiKoncepcja filozoficzno-teologiczna próbująca pogodzić istnienie dobrego, wszechmocnego Boga z istnieniem zła na świecie.. Leibniz nie głosił naiwnej radości, lecz budował skomplikowany system metafizyczny. Problem polegał na tym, że system ten działał świetnie na papierze, ale zupełnie nie sprawdzał się w zrujnowanej Lizbonie.
Wojna siedmioletnia i katalog ludzkich zbrodni
Trzęsienie ziemi to nie jedyna historyczna inspiracja. Wolter pisał Kandyda w cieniu wojny siedmioletniejGlobalny konflikt zbrojny obejmujący Europę, Amerykę Północną i Indie, charakteryzujący się ogromną brutalnością i stratami w ludziach.. Rzeź była realna, masowa i dobrze udokumentowana. Pisarz sam był świadkiem okrucieństwa tamtych czasów.
Szczególnym wstrząsem dla Woltera była egzekucja brytyjskiego admirała Johna Bynga w 1757 roku. Został on rozstrzelany przez własnych rodaków za rzekomo niedostateczną agresywność w bitwie morskiej. W Kandydzie bohater obserwuje tę egzekucję i słyszy słynne zdanie, że w Anglii dobrze jest od czasu do czasu zabić jednego admirała, „aby dodać odwagi innym”.
Powiastka jest usiana konkretnymi, historycznymi zbrodniami. Bułgarski zaciąg, w który wpada Kandyd, to bezpośrednia aluzja do pruskiej armii Fryderyka II. Wolter znał jej realia z autopsji, spędziwszy lata na dworze w Poczdamie. Jezuickie państwo w Paragwaju, inkwizycjaInstytucja Kościoła katolickiego powołana do zwalczania herezji, znana z surowych metod śledczych i wyroków śmierci. lizbońska czy galery tureckie – każdy z tych elementów ma twarde zakotwiczenie w realiach epoki.
Spór z Rousseau
Polemika Woltera uderzała nie tylko w Leibniza. W 1756 roku Jean-Jacques Rousseau odpowiedział na Poemat o zagładzie Lizbony długim listem. Bronił w nim OpatrznościW teologii chrześcijańskiej: nieustanna opieka Boga nad światem i ludźmi, kierująca wszystkim ku dobremu celowi. i twierdził, że za tragedię odpowiada wyłącznie ludzka chciwość. Według Rousseau, gdyby ludzie nie budowali wielkich, gęsto zaludnionych miast, nie ginęliby tysiącami pod gruzami kamienic.
Ten argument doprowadzał Woltera do wściekłości. Zrzucanie winy na ofiary uważał za etyczny skandal. W Kandydzie bohaterowie wielokrotnie powtarzają rozmaite wersje tej pokrętnej logiki, a brutalna rzeczywistość za każdym razem bezlitośnie ją weryfikuje.
Kiedy i jak powstał Kandyd
Wolter napisał swoje najsłynniejsze dzieło w błyskawicznym tempie. Pracował nad nim na przełomie 1758 i 1759 roku w swoim majątku Les Délices pod Genewą, a następnie w Ferney. Miał wówczas 64 lata, status europejskiej gwiazdy i stałe miejsce na liście autorów zakazanych w niemal każdym katolickim kraju.
Książka ukazała się w styczniu 1759 roku jednocześnie w Genewie, Paryżu i Londynie. Brak nazwiska autora na okładce był zabiegiem czysto formalnym. Nikt z czytelników nie miał złudzeń co do tożsamości piszącego. Już po kilku tygodniach władze genewskie zakazały dystrybucji, a paryski parlament potępił tekst. Mimo to, w ciągu zaledwie roku ukazało się ponad dwadzieścia nieautoryzowanych wydań. Szybkość pisania wynikała z formy. To nie jest dzieło powolnej medytacji, lecz pamfletUtwór publicystyczny lub literacki o charakterze demaskatorskim, ostro i złośliwie krytykujący określoną osobę, grupę lub pogląd. filozoficzny w kostiumie powieści przygodowej, pisany z furią schowaną pod maską obojętności.
Co Wolter proponuje zamiast optymizmu
Powiastka kończy się zdaniem, które na zawsze weszło do kanonu literatury europejskiej:
„Trzeba uprawiać nasz ogródek” (fr. il faut cultiver notre jardin).
To nie jest powrót do tez Leibniza, ale też nie skrajny pesymizm. Wolter całkowicie odrzuca spekulatywne systemy filozoficzne jako odpowiedź na ludzkie cierpienie. W zamian proponuje pracę, konkretne działanie i skupienie się na najbliższym otoczeniu. To jedyne antidotum na chaos świata, w którym trzęsienia ziemi i wojny po prostu się zdarzają. Pisarz doskonale wiedział, że nie jest to odpowiedź ostateczna. Wychodził jednak z założenia, że lepiej sadzić kapustę, niż budować wielkie teorie, które rozpadają się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością.