Polowanie na niedźwiedzia w Panu Tadeuszu
Polowanie na niedźwiedzia w Księdze IV „Pana Tadeusza” to jeden z najbardziej dynamicznych fragmentów epopei, ukazujący szlacheckie tradycje łowieckie. Scena obławy w litewskich ostępach kończy się dramatycznym starciem z bestią oraz niespodziewanym ratunkiem ze strony księdza Robaka. Wydarzenie to wieńczy słynny koncert Wojskiego na rogu oraz wspólna uczta przy bigosie.
Spis treści
Pobudka i wymarsz w litewskie knieje
Sędzia Soplica, jako główny organizator wyprawy, zarządził zbiórkę o wpół do piątej rano. Myśliwi spotkali się przy leśnej kaplicy, skąd wspólnie ruszyli w głąb puszczy. Ich celem był matecznikNiedostępne, najgłębsze miejsce w puszczy, stanowiące bezpieczne schronienie dla dzikich zwierząt. – dzikie, zarośnięte serce lasu, pełne wilczych dołów, rdzawych jeziorek i powalonych pni.

Głównym celem obławySposób polowania polegający na otoczeniu zwierzyny przez naganiaczy i wypędzeniu jej wprost na myśliwych. był niedźwiedź. Gdy drapieżnik opuścił swoje legowisko, strzelcy zajęli stanowiska, a ogary ruszyły w las. Napięcie rosło z każdą minutą. W pewnym momencie WojskiUrząd ziemski w dawnej Polsce; w epopei to Hreczecha, przyjaciel domu Sopliców i mistrz ceremonii. przyłożył ucho do ziemi. Bezbłędnie rozpoznał zbliżające się kroki potężnego zwierza.
Strzelcy stali i każdy ze strzelbą gotową
Wygiął się jak łuk naprzód, z wciśnioną w las głową.
Nie mogą dłużej czekać! Już ze stanowiska
Jeden za drugim zmyka i w puszczę się wciska;
Starcie z bestią i tajemniczy strzał
Niedźwiedź wyłonił się z gęstwiny. Mimo ujadania dwudziestu psów, dźwięku trąb i kilkunastu oddanych strzałów, parł nieprzerwanie przed siebie. Żadna z kul go nie dosięgła. Zwierzę sprytnie zawróciło w rzadszy las, prosto na stanowiska zajmowane przez Tadeusza i Hrabiego.
Rozwścieczony drapieżnik stanął na tylnych łapach i z rykiem wyrwał z korzeniami pobliskie drzewo. Młodzi bohaterowie oddali chybione strzały, po czym rzucili się do ucieczki. Niedźwiedź był tuż za nimi. Jego łapa już sięgała włosów Hrabiego, gdy nagle padły strzały z boku. Na polanę wpadli AsesorUrzędnik sprawujący nadzór nad policją ziemską, właściciel charta Sokoła., RejentPracownik kancelarii sądowej, właściciel charta Kusego. oraz Klucznik Gerwazy.
Gdy Asesor z Rejentem wyskoczyli z boków,
A Gerwazy biegł z przodu o jakie sto kroków,
Z nim Robak, choć bez strzelby - i trzej w jednej chwili
Jak gdyby na komendę razem wystrzelili.
Bestia padła na ziemię. Zanim wygłodniałe psy zdążyły rozszarpać zdobycz, Wojski powstrzymał je, wkładając im kije między zęby. Natychmiast wybuchła kłótnia. Asesor i Rejent spierali się o to, czyja kula powaliła niedźwiedzia. Spór rozstrzygnął Gerwazy. Rozciął pysk zwierzęcia i wydobył pocisk. Kula pasowała wyłącznie do jego jednorurki – starej, horeszkowskiej flintyDawna, długa broń palna, używana powszechnie do polowań w XVIII i XIX wieku..
Klucznik wyjaśnił, co zaszło chwilę wcześniej. Ksiądz Robak wyrwał mu broń z rąk, wycelował i ze stu kroków trafił drapieżnika prosto w paszczę. Upewniwszy się, że Tadeuszowi i Hrabiemu nic nie grozi, zakonnik natychmiast zniknął w polu.
Celny strzał księdza Robaka to jeden z sygnałów demaskujących jego prawdziwą tożsamość. Tylko Jacek Soplica słynął na całej Litwie z tak doskonałego oka. Z tej samej broni, z której teraz uratował życie Hrabiemu, w młodości zastrzelił jego krewnego – Stolnika Horeszkę.
Koncert Wojskiego i myśliwski bigos
Zwycięskie łowy wymagały odpowiedniej oprawy. Wojski sięgnął po swój bawoli róg i odegrał koncert, który na zawsze zapisał się w historii polskiej literatury. Dźwięki instrumentu naśladowały cały przebieg polowania: od porannej pobudki, przez ujadanie psów, aż po triumfalny finał.
Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty
Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty
Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,
Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,
Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha
I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha.
I zagrał: róg jak wicher niewstrzymanym dechem
Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem.
(...)
I szła muzyka coraz szersza, coraz dalsza,
Coraz cichsza i coraz czystsza, doskonalsza,
Aż znikła gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu!
Muzyka niosła się po całej puszczy, a dęby i buki powtarzały ją echem. Myśliwi słuchali w absolutnym milczeniu, oczarowani kunsztem starca.
Po emocjonujących wydarzeniach przyszedł czas na odpoczynek. Uczestnicy obławy rozpalili ogromne ognisko z chrustu i pni. Nad ogniem zawisły kociołki, w których ugotowano tradycyjny bigosTradycyjna polska potrawa z kapusty i mięsa, idealna na rozgrzanie po wyczerpującym polowaniu.. Po sytym posiłku i wypiciu wódki, myśliwi załadowali martwego niedźwiedzia na wóz i ruszyli w drogę powrotną do dworu w Soplicowie.