Opracowanie

Krytyka literacka o „Weselu”

Premiera dramatu Stanisława Wyspiańskiego wywołała w Krakowie wstrząs, a ówcześni krytycy natychmiast dostrzegli w nim bezlitosną diagnozę polskiego społeczeństwa. Pierwsze recenzje skupiały się na przełamywaniu konwencji teatralnych oraz demaskowaniu narodowych mitów, w tym złudnego braterstwa inteligencji z chłopstwem. Publicyści tacy jak Adolf Nowaczyński czy Rudolf Starzewski odczytali utwór jako bolesny rachunek sumienia całego pokolenia.

Autor: Dorota Blednicka Czas czytania: 4 min
Spis treści
  1. Szok i milczenie po krakowskiej premierze
  2. Towarzyski skandal czy narodowa tragedia?
  3. Bezlitosny wyrok na polską inteligencję
  4. Stuletnie wesele i nierozwiązany problem chłopski

Szok i milczenie po krakowskiej premierze

16 marca 1901 roku w Teatrze Miejskim w Krakowie zapadła kurtyna po pierwszym wystawieniu dramatu. Józef KotarbińskiAktor, reżyser i dyrektor teatru, który podczas prapremiery „Wesela” wcielił się w rolę Gospodarza. wspominał w tekście „Ze świata ułudy”, że na sali zapanowała osobliwa cisza. Oszołomiona publiczność siedziała z zapartym tchem, jakby przykuta do miejsc. Mimo późniejszych oklasków Wyspiański nie wyszedł na proscenium i niepostrzeżenie opuścił budynek.

Sala pustoszała powoli. Znany malarz Jan StanisławskiWybitny polski malarz pejzażysta, przedstawiciel modernizmu i przyjaciel Wyspiańskiego., wychodząc z gasnącej już widowni, wyszeptał jedynie: „To nadzwyczajne, szalone, ale genialne”.

Towarzyski skandal czy narodowa tragedia?

Początkowo część widzów potraktowała sztukę jak lokalną sensację. Włodzimierz Lewicki zauważył, że krakowski ogół szukał na scenie satyry na znane w mieście osobistości. Widzowie śledzili plotkarskie aluzje, tracąc z oczu głębszy sens. Dopiero gdy ze sceny padły ostre słowa i uderzył „grom porywu”, publiczność odwracała wzrok w zgrozie, nie zdając sobie sprawy z wagi tych wydarzeń.

Lewicki podkreślał, że realne postaci z życia są tu tylko płócienną dekoracją dla wielkiej tragedii, podobnie jak u Szekspira. Z kolei W. Prokesch zwracał uwagę na nowatorstwo formy. Dramat odbiegał od klasycznych prawideł i stanowił dla teatru zupełną nowość.

Jest to fantazja poetycka, napisana przepysznym wierszem i językiem, rzucona na barwne tło wsi krakowskiej. Grają tu hasła dzisiejsze i echa wielkiej dziejowej przeszłości narodu.

Bezlitosny wyrok na polską inteligencję

Krytycy szybko dostrzegli w tekście oskarżenie rzucone elitom. Lewicki pisał wprost: panowie z miasta nie rozumieją siły ludu. Budzą chłopów własnymi, fałszywymi nastrojami, a potem stają bezradni. Zostawiają rozbudzony żywioł na pastwę losu. Wtedy pojawia się słomiany chochołSłomiana osłona na krzak róży, w dramacie symbol uśpienia narodu i ukrytego życia., który gra uzbrojonym w kosy chłopom do usypiającego tańca. Inteligencja zapomina, do czego wezwała lud, i nie potrafi wskazać mu drogi.

Jeszcze ostrzej wypowiadał się Adolf Nowaczyński. Nazwał trzeci akt „bóli bólem” i tańcem śmierci.

Wyspiański zdarł brudną szmatę z duszy pokolenia i ukazał stęchły, śmierdzący, zarobaczony trup, Wyspiański powtórzył, że jesteśmy narodem papug i pawi, „dziennikarzy”, erotomanów, szaleńców, zawadiaków, głupców i komediantów.

Według Nowaczyńskiego autor pogrzebał obłęd mesjanistycznyRomantyczna idea przypisująca Polsce rolę „Chrystusa narodów”, który przez własne cierpienie zbawi świat.. Sztuka wywoływała wstyd, z którego młode pokolenie powinno ukuć broń przeciwko skostniałym elitom.

Dobrze wiedzieć
Adolf Nowaczyński, pisząc o „narodzie papug i pawi”, nawiązuje bezpośrednio do wiersza Juliusza Słowackiego „Grób Agamemnona”. Słowacki oskarżał w nim Polskę o bezkrytyczne naśladowanie obcych wzorców i powierzchowność. Wyspiański w „Weselu” kontynuuje tę gorzką, romantyczną tradycję rozrachunku z wadami narodowymi.

Stuletnie wesele i nierozwiązany problem chłopski

Rudolf Starzewski odnalazł klucz do dramatu w malarstwie samego autora. Przypomniał obraz Wyspiańskiego przedstawiający krakowskie Planty nocą. Widniały na nim słomiane pałuby, przypominające widma gotowe ruszyć w taniec. Starzewski zauważył, że tytułowe wesele trwa w Polsce od ponad wieku.

Przewijają się przez nie sukmanyTradycyjne, wierzchnie okrycie chłopskie z grubego sukna, często noszone przez krakowiaków. i fraki, pawie pióra i krasne wstążki. To nieprzerwany korowód historycznych traum i zrywów. Krytyk wymieniał Konstytucję 3 maja, racławickie kosy, rzeź galicyjskąKrwawe wystąpienia chłopów przeciwko szlachcie w 1846 roku, na których czele stał Jakub Szela. i pańszczyznę.

Odkąd istnieje kwestia polska, istnieje też kwestia chłopska. Starzewski podkreślał, że nie jest to tylko problem ekonomiczny, ale przede wszystkim narodowy. To właśnie ten stuletni, bolesny taniec stanowi ideowe jądro dramatu Wyspiańskiego.

Dobrze wiedzieć
Rudolf Starzewski, autor powyższej recenzji, był redaktorem krakowskiego dziennika „Czas”. To właśnie on posłużył Wyspiańskiemu jako pierwowzór postaci Dziennikarza w „Weselu”. Fakt, że sam zrecenzował sztukę, w której został tak surowo sportretowany (słynna rozmowa ze Stańczykiem), dodaje jego słowom niezwykłego ciężaru.