Za chlebem - streszczenie noweli Henryka Sienkiewicza
Nowela przedstawia tragiczne losy polskiego chłopa Wawrzona Toporka i jego córki Marysi, którzy w poszukiwaniu lepszego życia emigrują do Stanów Zjednoczonych. Zderzenie naiwnych wyobrażeń z brutalną rzeczywistością bezwzględnego kapitalizmu i dzikiej natury doprowadza oboje bohaterów do nędzy oraz śmierci na obcej ziemi. Głównym motywem utworu jest demaskacja mitu amerykańskiego snu oraz dramat polskiej emigracji zarobkowej pod koniec dziewiętnastego wieku.
Spis treści
Streszczenie w pigułce
Wawrzon Toporek i jego córka Marysia opuszczają wielkopolską wieś Lipińce po przegranym procesie sądowym i namowach niemieckiego agenta. Wyruszają do Ameryki, wierząc w obietnice o darmowej ziemi i bogactwie. Podróż statkiem do Nowego Jorku okazuje się koszmarem, a na miejscu nikt na nich nie czeka. Pozbawieni środków do życia, gnieżdżą się w nowojorskich slumsach, przymierając głodem. Zrozpaczony Wawrzon próbuje utopić córkę, by skrócić jej cierpienia, ale w ostatniej chwili ratuje dziewczynę. Z pomocą przychodzi im polski emigrant, pan Złotopolski, który funduje im wyjazd do nowo powstającej osady Borowina w stanie Arkansas. Rzeczywistość na Dzikim Zachodzie drastycznie odbiega od prasowych reklam - osadnicy muszą karczować las, szerzą się choroby, a wkrótce wybucha głód. Wawrzon zapada na zdrowiu, a o rękę Marysi bezskutecznie stara się porywczy Czarny Orlik. Katastrofę dopełnia potężna powódź, która niszczy osadę. Wawrzon umiera na prowizorycznej tratwie, a Orlik tonie, próbując sprowadzić pomoc dla Marysi. Ocalona dziewczyna trafia do szpitala, po czym wraca do Nowego Jorku, by szukać wsparcia u Złotopolskiego. Odkrywa jednak, że jej dobroczyńca nie żyje. Marysia popada w obłęd, bezskutecznie wyczekując w porcie na swojego narzeczonego z Polski, aż w końcu umiera z wycieńczenia.
Streszczenie szczegółowe
Rozdział I: Na oceanie - Rozmyślanie - Burza - Przybycie
Na statku „Blücher” płynącym z Hamburga do Nowego Jorku znajduje się para podróżnych, która wyraźnie odcina się od reszty niemieckich pasażerów. Są biedni, wychudzeni, a ich twarze noszą ślady morskiej choroby. To Wawrzon Toporek i jego córka Marysia - polscy chłopi. Milczą, bo nie znają języka. Dopiero teraz wyszli na pokład, nie wiedząc wcześniej, że wolno im opuszczać duszną salę w czwartej klasieNajtańszy pokład pod kreską wodną, przeznaczony dla biednych emigrantów, oferujący fatalne warunki sanitarne.. Z naiwnością dziwią się wszystkiemu: potędze oceanu, zwinności marynarzy na masztach i skomplikowanym urządzeniom statku.
Henryk Sienkiewicz napisał „Za chlebem” po własnej podróży do Stanów Zjednoczonych (1876-1878). Obserwował tam z bliska losy polskich emigrantów zarobkowych. Utwór jest brutalnym rozrachunkiem z mitem Ameryki jako ziemi obiecanej, który w tamtym czasie masowo kusił biedotę europejską.
Wawrzon wraca myślami do powodów, dla których opuścił rodzinną wieś Lipińce pod Poznaniem. Wszystko zaczęło się od krowy, która weszła w szkodę na polu bogatego gospodarza. Ten zażądał trzech miarek zboża rekompensaty. Wawrzon uniósł się honorem i odmówił. Sprawa trafiła do sądu. W procesieW realiach pouwłaszczeniowych chłopi często przegrywali spory sądowe z bogatszymi sąsiadami z braku pieniędzy na adwokatów. chłop stracił wszystko - musiał zapłacić za szkody i koszty sądowe, zabrano mu konia, a za stawianie oporu trafił do aresztu. Zbliżały się żniwa, a on został bez zwierząt pociągowych. Z rozpaczy zaczął pić. W karczmie spotkał niemieckiego agenta kompanii przewozowejPrzedsiębiorstwa żeglugowe, które masowo i często w nieludzkich warunkach transportowały europejskich emigrantów do USA., który roztoczył przed nim wizję darmowej ziemi w Ameryce. Chłop uwierzył, sprzedał resztki majątku i zabrał córkę za ocean.
Podróż to pasmo upokorzeń. Z powodu bariery językowej oszukano ich już w Hamburgu. Na statku spychano ich w miejsca, gdzie najbardziej kołysało, i brutalnie wypychano z kolejki po jedzenie. Marysia w chwilach głodu i strachu wspomina swojego ukochanego ze wsi - Jaśka Smolaka, koniucha. Chłopak obiecał, że podąży za nią wszędzie. Dziewczyna zastanawia się, czy dotrzyma słowa.
W nocy rozpętuje się potężna burza. Pasażerowie pod pokładem wpadają w panikę, pewni rychłej śmierci. Woda wdziera się do środka. Dopiero oficer dyżurny uspokaja tłum, tłumacząc, że to nic groźnego. Gdy ocean cichnie, wyczerpani Toporkowie zasypiają. Następnego dnia Wawrzon kłania się nisko jednemu z marynarzy, pytając o koniec podróży. Okazuje się, że majtek jest KaszubemGrupa etnograficzna z Pomorza Gdańskiego, posługująca się własnym językiem, często zatrudniana w marynarce. i mówi trochę po polsku. Od tej pory pomaga podróżnym, pilnując między innymi, by Wawrzon nie został oszukany przy wymianie waluty.
Gdy statek dobija do Nowego Jorku, w Wawrzona wstępuje nadzieja. Wyobraża sobie, jak poprosi amerykańskiego urzędnika o przydział ziemi. Po zejściu na ląd czekają na komisarzaUrzędnik mający rzekomo opiekować się nowo przybyłymi, często fikcyjna postać wymyślana przez oszustów., który według obietnic Niemca miał się nimi zaopiekować. Nikt jednak nie przychodzi. Agent okazał się zwykłym oszustem. Zmarznięci i opuszczeni, zasypiają pod murem w padającym śniegu.
Rozdział II: W Nowym Jorku
Toporkowie lądują w nowojorskiej dzielnicy nędzarzyPrzeludnione, pozbawione kanalizacji dzielnice biedy, do których trafiali nowi imigranci bez kapitału. w okolicach Chattam Square. Wynajmują zapadnięty w ziemię, wilgotny pokój z wybitymi szybami. Żywią się wyłącznie pieczonymi ziemniakami, ale wkrótce i te zapasy się kończą. Dnie spędzają w milczeniu. Wawrzon dręczy się wyrzutami sumienia. Uświadamia sobie, że w Polsce, nawet jako żebrak pod przydrożnym krzyżem, dostałby kawałek chleba od litościwych ludzi. W Ameryce czują się opuszczeni przez Boga. Próbowali pracować, ale z powodu braku znajomości języka szybko ich wyrzucano. Poznali dwie inne polskie rodziny, jednak ich los był równie tragiczny - dzieci zmarły z głodu, a dorośli trafili do szpitala.
Pewnego dnia Wawrzon idzie do portu zbierać wyrzucone przez wodę drewno na opał. W drodze powrotnej pomaga woźnicy wypchnąć wóz z błota. Z wozu spadają ziemniaki, które woźnica zostawia. Wawrzon zbiera je z radością - byłby gotów nawet kraść, byle nakarmić córkę. Wraca do izby, ale zastaje tam właściciela budynku. Mężczyzna żąda zapłaty za kolejny tydzień. Marysia błaga go o litość, padając do nóg, lecz kamienicznik wyrzuca ich rzeczy na ulicę i wpuszcza nowego lokatora. Wawrzon wpada we wściekłość. Idzie prosić gospodarza chociaż o możliwość upieczenia ziemniaków, ale zostaje brutalnie wyrzucony za drzwi.
Każe córce iść za sobą w stronę portu. Nie pomaga jej nieść ciężkich tobołków, choć dziewczyna nie jadła od dwóch dni. Gdy Marysia prosi o pomoc, ojciec każe jej wyrzucić dobytek. Dziewczyna oponuje, co doprowadza Wawrzona do furii. Krzyczy:
Rzuć, bo cię zabiję!
Przerażona Marysia posłusznie porzuca rzeczy. Docierają do portu. Chora i wygłodzona dziewczyna zasypia, śniąc o Lipińcach i Jaśku. Po zmroku, gdy doki pustoszeją, w oczach Wawrzona pojawia się szaleństwoCzęsty zabieg literacki ukazujący psychikę człowieka łamiącą się pod wpływem skrajnego stresu i traumy.. Budzi córkę w środku nocy. Oznajmia, że opuścił ich Bóg i ludzie, więc utopi ją, by skrócić jej męki. Zrzuca przerażoną dziewczynę z pomostu. Marysia chwyta się desek, a ojciec próbuje oderwać jej palce. Przed oczami dziewczyny przesuwają się obrazy z jej życiaZjawisko psychologiczne, w którym umierający rzekomo widzi całe swoje dotychczasowe życie w ułamku sekundy.. Nagle widzi wielki okręt, a na nim Jaśka wyciągającego do niej ręce oraz Matkę Boską. W tym ułamku sekundy Wawrzon oprzytomniał. Wciąga córkę z powrotem na pomost, przytula i błaga o przebaczenie. Marysia odpowiada cicho:
Tatulu! Niech wam tak Pan Jezus odpuści, jako ja odpuszczam...
Dziewczyna zapada w głęboki sen. Nad ranem Wawrzon boi się, że zmarła, ale słońce i świeże powietrze przywracają jej siły. W porcie znajdują śniadanie ukryte przez jakiegoś robotnika - traktują to jako dar od Boga.
Idą do miasta. Na Water Street spotykają polskiego emigranta, pana Złotopolskiego, spacerującego z synem Williamem. Wzruszony historią Toporków mężczyzna przygarnia ich do siebie. Choć gani Wawrzona za naiwność i brak przygotowania do emigracji, otacza ich opieką. Postanawia wysłać ich do Arkansas, gdzie powstaje osada Borowina. Daje im pieniądze na start, bilety na pociąg oraz swoją wizytówkę, każąc Marysi zgłosić się w razie kłopotów. Toporkowie ruszają pociągiem w głąb kontynentu, podziwiając zupełnie inne, dzikie oblicze Ameryki.
Rozdział III: Życie osadnicze
Borowina okazuje się kolejnym oszustwem. Amerykańska prasa reklamowała ją jako raj połączony ze światem linią kolejową. W rzeczywistości tory miały dopiero powstać, a osadnikom zagrażała żółta febraOstra choroba zakaźna przenoszona przez komary, dziesiątkująca osadników w tropikalnych rejonach Ameryki. oraz dzicy IndianieW XIX wieku wciąż dochodziło do krwawych konfliktów między rdzenną ludnością a napływającymi osadnikami.. Polacy z całych Stanów zjechali do Arkansas, by na miejscu odkryć, że muszą najpierw wykarczować potężny bór. Śpią na wozach ustawionych w tabor, by bronić się w razie ataku. Wieczorami integrują się przy ogniskach, ale wkrótce wybucha chaos. Brak podziału działek rodzi konflikty o dostęp do wody i tereny z mniejszą ilością drzew do wycięcia.
Sienkiewicz w opisie Borowiny obnaża mechanizmy drapieżnego kapitalizmu. Kompanie ziemskie i gazety celowo kłamały w ogłoszeniach, by ściągnąć tanią siłę roboczą do najtrudniejszych prac karczunkowych na niebezpiecznych terenach.
Początkowo Toporkom wiedzie się nieźle. Praca na powietrzu przywraca Marysi urodę, co przyciąga zalotników. Mężczyźni pomagają Wawrzonowi w karczowaniu, by zyskać przychylność ojca pięknej dziewczyny. Niestety, morale w osadzie spada. Ludzie zaczynają wierzyć w diabły i potwory kryjące się w lesie, a prace ustają. Wawrzon ciężko choruje. Marysią i jej ojcem opiekuje się Czarny Orlik - silny, porywczy osadnik, który pragnie poślubić dziewczynę. Marysia odrzuca jego zaloty, pozostając wierna przysiędze złożonej Jaśkowi. Orlik jest jednak doskonałym myśliwym i dzięki niemu Toporkowie nie przymierają głodem, który zaczyna dziesiątkować osadę.
Pewnej niedzieli zdesperowani, wygłodniali osadnicy zbierają się i śpiewają suplikacjęBłagalna pieśń religijna śpiewana w chwilach klęsk żywiołowych, wojen lub epidemii.:
Święty Boże, Święty Mocny, Święty a nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami!
Zaraz potem bór zaczyna złowrogo huczeć. Orlik, nie czując strachu, rzuca w stronę lasu wyzwanie:
Ano, to weźmiewa się za bary.
Mężczyzna podpala las. Przychodzi do Marysi i oświadcza, że skoro pokonał bór, jest tu najsilniejszy i dziewczyna musi należeć do niego. Wkrótce nadciąga potężna ulewa. Rzeka Arkansas i jej dopływy wylewają, topiąc większość osadników. Marysia i umierający Wawrzon ratują się na drewnianej ścianie swojego niedokończonego domu, która zamienia się w tratwę. Nurt spycha ich w stronę drzew, z których na tratwę zeskakuje Orlik. Używając gałęzi jako wiosła, manewruje między płynącymi pniami. Wawrzon umiera, mając przed śmiercią wizję szczęśliwego powrotu do Lipiniec.
Tratwa wypływa na główny nurt rzeki. W oddali dostrzegają światła statku. Orlik próbuje tam dopłynąć, ale łamie wiosło, a prąd znosi ich na drzewo. Mężczyzna obiecuje Marysi ratunek. Skacze do wody, by płynąć pod prąd w stronę statku, jednak tonie. Załodze udaje się ocalić tylko dziewczynę.
Dwa miesiące później Marysia opuszcza szpital w Little-RockStolica i największe miasto stanu Arkansas, położone nad rzeką o tej samej nazwie.. Za pieniądze zebrane przez litościwych ludzi wraca do Nowego Jorku, by odszukać Złotopolskiego. Na miejscu dowiaduje się, że jej jedyny opiekun zmarł, a jego rodzina wyjechała. Zrozpaczona idzie do dokówBaseny portowe wraz z urządzeniami do załadunku statków; w XIX wieku miejsca pełne bezdomnych i szukających pracy., błagając niemieckich marynarzy o zabranie jej do Europy. Chce wrócić do Jaśka, ale nikt nie chce jej pomóc. Śpi na tym samym pomoście, z którego ojciec próbował ją zrzucić. Próbuje ukryć się na statku jako pasażerka na gapę, lecz zostaje wyrzucona. Marysia popada w całkowity obłędCałkowite załamanie psychiki bohaterki w wyniku nagromadzenia traum i skrajnego wyczerpania organizmu.. Przez kolejne dwa miesiące codziennie przychodzi do portu, czekając na statek z Jaśkiem. Żywi się resztkami dawanymi przez litościwych robotników. Pewnego dnia nie pojawia się w porcie. W lokalnej gazecie ukazuje się krótka wzmianka o znalezieniu na krańcu doków ciała nieznanej, młodej dziewczyny.