Zakupy w sklepie w Wielkiej Wsi
Wyprawa Lisy i Anny do sklepu w Wielkiej Wsi to jedna z najzabawniejszych przygód opisanych w książce. Dziewczynki postanowiły pomóc dorosłym w przedświątecznych sprawunkach, ale zapomniały zapisać długą listę potrzebnych produktów. W efekcie wielokrotnie wracały do sprzedawcy, przypominając sobie o kolejnych brakujących rzeczach.
Spis treści
Długa lista zakupów bez kartki
Pewnego dnia podczas ferii wielkanocnych mieszkańcy Bullerbyn potrzebowali wielu produktów. Lisa i Anna z ochotą zaoferowały pomoc i wyruszyły do Wielkiej WsiNajbliższa miejscowość obok Bullerbyn, w której znajdował się sklep, szkoła i kościół.. Niestety, dziewczynki nie zapisały sobie poszczególnych rzeczy, a lista była naprawdę długa.
Co trzeba było kupić?
Każdy z sąsiadów miał swoje własne zamówienie. Dziewczynki musiały przynieść zakupy dla trzech osób:
- Dla mamy Lisy: dwadzieścia deka drożdży, kawałek dobrze obsuszonej kiełbasy, paczka imbiru, igły, puszka śledzi, słodkie migdały i butelka octu.
- Dla Dziadziusia: ślazowe cukierkiTradycyjne słodycze z dodatkiem wyciągu ze ślazu, często stosowane na ból gardła. oraz buteleczka spirytusu kamforowego.
- Dla mamusi Ollego: szpulka białych nici numer czterdziesty, cukier waniliowy i również kawałek dobrze obsuszonej kiełbasy.
Spirytus kamforowy to dawny, popularny środek leczniczy. Starsi ludzie, tacy jak Dziadziuś, używali go do nacierania bolących stawów i mięśni.
Ciągłe powroty do sklepu
Pamięć szybko zawiodła małe bohaterki. Dziewczynki kilka razy wracały do sklepu, bo w drodze powrotnej przypominały sobie o kolejnych produktach.
Gdy już zrobiłyśmy ładny kawałek drogi i doszłyśmy do rozdroża, skąd droga skręca do Bullerbyn, spytałam: – Anno, czy nie przypominasz sobie, czy ja kupiłam drożdże? Anna jednak wcale nie mogła sobie tego przypomnieć. Zaczęłyśmy więc dotykać wszystkich paczek w moim koszyczku, lecz nie było tam żadnej takiej, w której mogłyby być drożdże.
Zmęczenie i cierpliwy wujek Emil
Za którymś razem przyjaciółki były już naprawdę blisko domu. Wtedy znowu zorientowały się, że o czymś zapomniały.
Usiadłyśmy na skraju drogi i nie mówiłyśmy nic przez długą chwilę. Potem Anna powiedziała, że chciałaby, żeby nigdy nikt nie wpadł na pomysł robienia kiełbasy dobrze obsuszonej. (...) Zmuszone byłyśmy pójść z powrotem, tak, na to nie było żadnej rady. Uf, jakie to było nudne!
Sprzedawca, wujek Emil, wykazał się ogromną cierpliwością. Kiedy zobaczył dziewczynki w swoim sklepie po raz piąty, tylko złapał się za głowę. Od razu pobiegł po nowy słoik cukierków, ponieważ poprzednimi częstował je podczas czterech wcześniejszych wizyt.