Czy Izabela Łęcka wstąpiła do zakonu?
Finał losów Izabeli Łęckiej w powieści Bolesława Prusa pozostaje niejednoznaczny i opiera się na relacji z drugiej ręki. Informacja o jej rzekomym wstąpieniu do klasztoru pochodzi od Juliana Ochockiego, jednak dotychczasowe zachowanie arystokratki podaje ten zamiar w wątpliwość. Ostateczna decyzja bohaterki o wyjeździe za granicę jest wynikiem splotu dramatycznych wydarzeń, w tym śmierci ojca oraz ostatecznego zerwania ze Stanisławem Wokulskim.
Spis treści
Ostatnie wieści z dworca
O wyjeździe arystokratki dowiadujemy się w samym finale powieści. Informację tę przekazuje Julian Ochocki podczas rozmowy z doktorem Szumanem. Mężczyźni nie należeli do grona najbliższych powierników Izabeli, dlatego ich relacja ma charakter czysto informacyjny. Ochocki wspomina, że po powrocie z Petersburga odprowadzał kuzynkę na pociąg.
„W tej samej porze u doktora był Ochocki i opowiadał mu, że wczoraj z rana powrócił z Petersburga, a w południe odprowadzał na pociąg wiedeński swoją kuzynkę pannę Izabelę Łęcką, która wyjechała za granicę.
– Wyobraź pan sobie – zakończył – że wstępuje do klasztoru!...”
Pobożność na pokaz a surowe życie zakonne
Dalsze losy panny Łęckiej pozostają w sferze domysłów. Bolesław Prus celowo urywa wątek, zmuszając czytelnika do samodzielnej oceny sytuacji. Czy kobieta przywykła do luksusu mogła odnaleźć się w surowych murach klasztornych? Wcześniejsze zachowanie bohaterki mocno temu przeczy.
Jej religijność miała charakter czysto fasadowy. Traktowała wiarę jako kolejny element salonowego życia. Wyszywała dzwonki, brała udział w wielkopiątkowych kwestachTradycyjna zbiórka pieniędzy na cele charytatywne prowadzona w kościołach w Wielki Piątek, w XIX wieku często będąca okazją do towarzyskiego pokazywania się arystokracji. i rozdawała jałmużnę głównie po to, by zaspokoić własną próżność. Wierzyła, że w każdym obdarowanym biedaku kryje się Chrystus, który specjalnie stanął na jej drodze, dając arystokratce okazję do szlachetnego gestu.
Stosunek Izabeli do religii doskonale obrazuje scena, w której modli się o... dobrą pogodę na czas zbiórki pieniędzy:
„»Ach, wszystko jedno!« – mówi sobie i znowu pragnie, ażeby chmury rozdarły się choć na chwilę. Ale chmury zgęszczają się, a w jej sercu wzmaga się żal, wstyd i niepokój. Spojrzenie jej pada na stolik stojący tuż obok szezlonga i na książkę do nabożeństwa oprawną w kość słoniową. Panna Izabela bierze do rąk książkę i powoli, kartka za kartką, wyszukuje w niej modlitwy: Acte de resignation, a znalazłszy zaczyna czytać:
»Que votre nom soit beni a jamais, bien qui avez voulu m`éprouver par cette peine.« W miarę jak czyta, szare niebo wyjaśnia się, a przy ostatnich słowach... »et d`attendre en paix votre divin secours...« chmury pękają, ukazuje się kawałek czystego błękitu, gabinet panny Izabeli napełnia się światłem, a jej dusza spokojem. Teraz jest pewna, że modły jej zostały wysłuchane, że będzie miała najpiękniejszą tualetę i najlepszy kościół do kwesty.”
Ucieczka przed kompromitacją
Prawdziwe motywacje wyjazdu Izabeli wynikają z jej życiowej klęski. Śmierć ojca, Tomasza Łęckiego, pozbawiła ją resztek oparcia finansowego i towarzyskiego. Ostateczne zerwanie z Wokulskim zamknęło drogę do uratowania majątku poprzez małżeństwo z rozsądku. Wyjazd z Warszawy to w rzeczywistości ucieczka przed utratą statusu społecznego.
Bolesław Prus celowo zastosował w „Lalce” tzw. zakończenie otwarte. Nie wiemy na pewno, co stało się z Wokulskim (czy zginął w ruinach zamku w Zasławiu, czy wyjechał do Paryża), ani jak ostatecznie potoczyły się losy Izabeli. Taki zabieg zmusza czytelnika do samodzielnej interpretacji i odrzuca schematyczne, jednoznaczne finały typowe dla wcześniejszych epok literackich.
Ochocki wspomina o pociągu wiedeńskimPierwsza linia kolejowa na ziemiach Królestwa Polskiego, łącząca Warszawę z granicą zaboru austriackiego, a dalej z Wiedniem i resztą Europy.. Ta trasa łączyła Warszawę z największymi stolicami Europy. Biorąc pod uwagę fascynację Izabeli wielkim światem, zagranicznymi wojażami i salonowym blichtrem, deklaracja o wstąpieniu do zakonu brzmi jak kolejna poza. Prawdopodobnie arystokratka wyruszyła na poszukiwanie nowego, bogatego adoratora w europejskich kurortach, a opowieść o klasztorze miała jedynie zbudować wokół niej aurę tragicznej męczennicy.